Lukas Lerager ocenia transfery i inwestycje Widzewa Łódź
Pod wodzą nowego właściciela Widzew Łódź wszedł na całkowicie inny poziom finansowy, co najlepiej pokazały ostatnie okna transferowe. Kwoty wydane zimą na wzmocnienia sprawiły, że o łodzianach mówi się w kontekście ogromnego rozmachu, który nie zawsze idzie w parze z wynikami sportowymi. Sprowadzony niedawno z Kopenhagi pomocnik uważa, że postawa klubu na rynku wywołuje duże poruszenie w całym środowisku.
— Mam wrażenie, że inne kluby zazdroszczą Widzewowi tego, jak stara się rozpychać na rynku transferowym i nie tylko. Robert Dobrzycki całe życie ciężko pracował na to, by móc spełnić marzenie o nabyciu klubu. Otwarcie mówi o tym, że jest to projekt, na którym nie chce zarabiać. To coś, co chciałby usłyszeć kibic każdego klubu na świecie, zwłaszcza że nikt nie ma wątpliwości co do szczerości intencji pana Dobrzyckiego — ocenił Lerager.
Inwestycje w nowych zawodników oraz infrastrukturę nie przekładają się jednak na razie na sytuację zespołu w Ekstraklasie. Widzew zajmuje obecnie przedostatnie miejsce w tabeli, co przy tak wysokich nakładach finansowych należy uznać za katastrofę. Zawodnik zaznaczył, że wydawanie wielkich sum w krótkim czasie automatycznie nakłada na drużynę presję i podsyca oczekiwania kibiców, którzy chcieliby natychmiastowych efektów.
— Z drugiej strony poniekąd rozumiem oczekiwania z zewnątrz, bo jeśli w tak krótkim okresie wydajesz tyle pieniędzy, rozbudzasz wyobraźnię fanów, którzy chcieliby, by wyniki przyszły natychmiast. Widać, że pracownikom w klubie bardzo zależy na tym, by klub wchodził na coraz wyższy poziom. Buduje się ośrodek treningowy, właściciel za własne pieniądze wymienił murawę na stadionie, więc mamy wszystko, czego potrzebujemy. Nie sądzę jednak, że Widzew jest pyszny — wyjaśnił piłkarz.
W następnej kolejce Widzew Łódź zagra przed własną publicznością z zamykającą tabelę Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Spotkanie to będzie kluczowe w kontekście walki o opuszczenie strefy spadkowej przez czterokrotnego mistrza Polski.

