Eksperyment Slota nie wypalił. PSG zdominowało Liverpool
Liverpool pojechał do Paryża na pierwszy mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów z bardzo odważnym, ale i ryzykownym planem. Arne Slot po raz pierwszy w tym roku zdecydował się na ustawienie z trójką środkowych obrońców (Konate, Van Dijk, Gomez) oraz wahadłowymi. Jak przyznał po spotkaniu Luis Enrique na antenie Canal Plus, taka decyzja była dla niego kompletnym zaskoczeniem, bo The Reds dotychczas trzymali się innych schematów.
Mimo tak defensywnego nastawienia, Liverpool przeżył w stolicy Francji prawdziwe katusze. Zespół Slota nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę i posiadał piłkę zaledwie przez 26 procent czasu gry. PSG bezlitośnie wykorzystało brak zgrania rywali w nowym systemie – bramki Desire Doue oraz Chwiczy Kwaracchelii zapewniły obrońcom tytułu komfortową zaliczkę przed rewanżem.
— To była niespodzianka, bo Arne Slot pierwszy raz w tym roku zagrał trójką z tyłu. To pokazuje, że ewoluują i testują nowe strategie, co jest całkiem normalne. Jesteśmy przyzwyczajeni, że rywale dostosowują się do naszego stylu, więc nie było obaw. W drugim meczu też będziemy chcieli wygrać — stwierdził Enrique w rozmowie z Canal Plus.
Hiszpański szkoleniowiec, mimo pewnego zwycięstwa, wypowiadał się o swoim koledze po fachu z dużym szacunkiem. W kolejnym wywiadzie, tym razem dla TNT Sports, Enrique podkreślił klasę Slota i zauważył, że mimo zmiany formacji, Liverpool pozostał zespołem bardzo silnym fizycznie i jakościowym indywidualnie. Dla paryżan fakt, że kolejna wielka marka musiała „pęknąć” i zmienić ustawienie specjalnie pod nich, jest tylko dowodem na ich obecną siłę w Europie.
Z perspektywy Liverpoolu ten taktyczny manewr okazał się jednak kompletną katastrofą. Zamiast zaryglować dostęp do bramki, Slot sprawił, że jego zespół stracił wszystkie swoje atuty w ofensywie. Wynik 0:2 to najniższy wymiar kary, a wyleczenie się z eksperymentów przed rewanżem na Anfield wydaje się teraz jedynym ratunkiem dla ekipy z Premier League.

