Początek rundy wiosennej w wykonaniu Lecha Poznań to zimny prysznic dla kibiców i sygnał alarmowy dla klubu. Dwie porażki na start sprawiły, że mistrz Polski zamiast gonić czołówkę, ugrzązł w środku tabeli. Coraz częściej palcem wskazywany jest Niels Frederiksen, a były kapitan „Kolejorza” Marek Rzepka wprost przyznaje, że stracił do niego zaufanie.
Coraz ostrzejsza krytyka pod adresem trenera Lecha Poznań
Lech wrócił do ligowej gry meczami z Lechią Gdańsk i Piastem Gliwice. Oba zakończyły się porażkami, co w praktyce przekreśliło marzenia o szybkim powrocie do walki o mistrzostwo. Dziewiąte miejsce w tabeli i 26 punktów po osiemnastu kolejkach to bilans, który w Poznaniu brzmi jak wyrok.
Od kilku dni atmosfera wokół trenera gęstnieje. Zbigniew Boniek nie miał wątpliwości, oceniając, że w grze Lecha kompletnie nie widać pracy szkoleniowca, szczególnie w defensywie. Teraz do tej opinii dołączył Marek Rzepka i zrobił to jeszcze dosadniej.
Były kapitan Lecha przyznał, że początkowo był zwolennikiem Frederiksena. Cenił jego podejście do intensywności, przygotowania fizycznego i biegania bez piłki. Z czasem jednak, zamiast rozwoju, zaczął dostrzegać coraz więcej mankamentów.
– Szczerze? Mam nadzieję, że nie. Niestety straciłem już do niego zaufanie. Kiedy trener Frederiksen przyjechał do Poznania, byłem jego zwolennikiem. Bo doceniał zawodników biegających. Bo motoryka była dla niego ważna. Ale z czasem zacząłem przeżywać zawód. Nie jestem przy drużynie, nie wiem, co się w niej dzieje, ale dostrzegam w Lechu same mankamenty – odpowiedział na pytanie o to, czy trener Lecha wytrzyma do końca rozgrywek.
Sytuacja Frederiksena robi się coraz trudniejsza. Kontrakt wygasa po sezonie, a margines błędu praktycznie zniknął. Nawet dobre występy w Pucharze Polski czy Europie mogą nie wystarczyć, jeśli liga dalej będzie wyglądać w ten sposób. W Poznaniu coraz głośniej słychać pytanie nie „czy”, ale „kiedy” dojdzie do decyzji o przyszłości trenera.
