Erling Haaland nie znajduje się w planach jednego z europejskich gigantów. Christian Falk wyjaśnił, dlaczego klub nie zamierza ruszać po Norwega, i wskazał, na kim skupiają się jego władze.

    Bayern nie chce płacić takiej pensji

    Christian Falk na łamach CF Bayern Insider zaprzeczył doniesieniom łączącym napastnika Manchesteru City z mistrzem Niemiec. W Monachium priorytetem jest obecna „dziewiątka”.

    Reklama

    „Bayern skupia się na rozmowach kontraktowych ze swoim czołowym napastnikiem, Harrym Kane’em” – napisał dziennikarz.

    Przeciwko sprowadzeniu Haalanda przemawiają również pieniądze. Według Falka Norweg zarabia w Anglii około 35 mln euro rocznie. Bayern nie chce wchodzić na taki poziom wynagrodzenia, a do pensji trzeba byłoby doliczyć kwotę transferu. Nawet przy odejściu bez odstępnego pozostałaby premia za podpis.

    Czytaj także

    Kane ma pierwszeństwo w Monachium

    Falk podkreśla, że rozmowy z Kane’em przebiegają dobrze. W grę ma wchodzić nowy dwuletni kontrakt, być może z opcją kolejnego sezonu. Według dziennikarza klub spodziewał się decyzji Anglika po przerwie reprezentacyjnej.

    Napastnik daje Bayernowi konkretne powody do przedłużenia współpracy. W sezonie 2025/26 strzelił 36 goli w Bundeslidze i zdobył europejski Złoty But. Z zespołem Vincenta Kompany’ego wywalczył też mistrzostwo oraz Puchar Niemiec.

    Haaland pozostaje natomiast związany z Manchesterem City do 30 czerwca 2034 roku. Nową umowę podpisał w styczniu 2025 roku, więc ewentualny transfer wymagałby porozumienia z angielskim klubem. Sytuacja może się zmienić, gdy Obywatele otrzymają karę za oszustwa finansowe z przeszłości. Wówczas do gry o transfer Norwega na pewno włączą się inne wielkie kluby. Najwięcej mówi się o Realu Madryt i FC Barcelonie.

    Reklama