Za ogromnymi pieniędzmi miała pójść jakość. Jedną z wiodących postaci miał być Osman Bukari, piłkarz sprowadzony za 5,5 mln euro z amerykańskiego Austin.

    Hit transferowy

    Kwota, jaką Widzew wyłożył za ofensywnego zawodnika, była szokiem. Takich pieniędzy nikt w Polsce nie był w stanie wcześniej za jednego zawodnika wyłożyć. Mało tego, takie sumy nawet w silniejszych ligach mogą robić wrażenie.

    Reklama

    W Łodzi jednak z wydatkami się nie liczono. Klub chciał sprowadzić kogoś kto potrafi zrobić różnicę, dać jakość i potrzebne liczby. Część osób interesujących się ligą MLS miała co prawda pewne wątpliwości, bardziej jednak dotyczyły one kwestii wartości zawodnika względem umiejętności.

    Trudne początki

    Widzew to specyficzny klub. Nie każdy może się w nim odnaleźć. Wielu zawodników miało tutaj problemy, a ostatnią taką głośną postacią był Rafał Gikiewicz, który mimo dobrej reputacji zdobytej w Niemczech na poziomie 1. Bundesligi w Widzewie niekoniecznie dorównał swoim zagranicznym wojażom.

    W przypadku Osmana Bukariego wcale nie jest lepiej, a można nawet powiedzieć że jest nawet gorzej. Skrzydłowy o ile pod skrzydłami poprzedniego szkoleniowca Igora Jovicevicia zbierał minuty, to po zmianie trenera tych ma równe 0!

    Mało tego w stosowanej taktyce przez Aleksandara Vukovicia brakuje miejsca dla skrzydłowych. Do składu nie może załapać się również Mariusz Fornalczyk oraz Angel Baena.

    Piłkarz od rozdawania kwiatków

    Pierwsze decyzje serbskiego szkoleniowca mogły zszokować co poniektórych kibiców. Ten już wtedy nie wziął pod uwagę najdrożej zakupionego zawodnika nie tylko przy ustalaniu pierwszego składu. Nie widział dla niego miejsca również na ławce rezerwowych.

    Wówczas Bukari zajmował się rozdawaniem kwiatków kobietom z okazji ich święta pod stadionem. Wywołało to falę docinków i żartów. Kolejne jednak spotkanie rozgrywane w Gdyni daje do myślenia.

    Mimo poszukiwanych punktów i niepewnego wyniku szkoleniowiec nie miał zamiaru podejmować decyzję, by podnieść Ghańczyka z ławki na podmęczonego rywala. Trener Vuković długo wahał się ze zmianami, dokonując ledwie dwóch. W nich brakowało Bukariegro. Ten licząc mecz pucharowy z GKS Katowice nie gra już od trzech spotkań.

    Reklama