Legia Warszawa pokonała Zagłębie Lubin (1:0). Po meczu Leszek Ojrzyński i Marek Papszun wymienili się uprzejmościami na konferencji prasowej. Poszło o liczne przerwy w grze wywołane kontuzją bramkarza.

    Legia wykorzystywała kontuzję bramkarza na przerwy dla sztabu

    Legia Warszawa zdobyła komplet punktów, wygrywając przed własną publicznością z Zagłębiem Lubin (1:0). Dzięki temu awansowali na 11. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Zwycięskiego gola zdobył w 29. minucie Rafał Adamski, dla którego było to drugie trafienie w najwyższej klasie rozgrywkowej w tym sezonie.

    Reklama

    Na konferencji prasowej wiele do powiedzenia miał zarówno Leszek Ojrzyński, jak i Marek Papszun. Szkoleniowiec Zagłębie wprost zasugerował, że Legia wykorzystuje kontuzje bramkarza na przerwy dla sztabu szkoleniowego. Otwarcie mówił o tym, że trzeba zmienić takie zachowanie.

    „Bramkarz gospodarzy jest trzy razy kontuzjowany. To są jawne przerwy dla sztabu szkoleniowego. Powinniśmy to zmienić. Jedna – ok, ale nie trzy. Czas leci, a potem jest doliczonych sześć minut. Takie rzeczy dają do myślenia po tym spotkaniu, żeby pewne rzeczy skorygować” – mówił Leszek Ojrzyński, cytowany przez serwis Meczyki.pl.

    Papszun nie pozostał dłużny i odpowiedział mu, gdy przyszła jego kolej na rozmowę z dziennikarzami. Tłumaczył, że zawsze tak działają, gdy nadarza się ku temu okazja. Nieważne czy jest to uraz, czy gol, ale piłkarze podbiegają wtedy pod linię boczną, żeby dostać wskazówki od trenerów.

    „Zawsze wykorzystuję każdą przerwę. Jak ktoś obserwuje te mecze, to czy to jest kontuzja bramkarza, czy kogoś innego, czy padają bramki, to często zawodnicy przybiegają do ławki. Tak zarządzamy meczem po prostu. Wykorzystujemy każdy slot na to, żeby dać zespołowi jakieś wskazówki. (…) Jeżeli przepisy zostaną zmienione, to będziemy się do nich stosować i piłkarze nie będą wtedy przybiegali. Dla mnie nie ma żadnego problemu. Poradzimy sobie w inny sposób z przygotowaniem” – odpowiedział mu Marek Papszun.

    Reklama