Lamine Yamal po meczu z Atletico Madryt schodził z boiska wyraźnie zdenerwowany i nie celebrował zwycięskiego gola Roberta Lewandowskiego. Jak informuje Mundo Deportivo, nie chodziło jednak o Hansiego Flicka, ale o José Ramóna de la Fuente.

    Nerwy Yamala narastały w trakcie meczu

    Po spotkaniu sporo mówiło się o zachowaniu Lamine’a Yamala, który po końcowym gwizdku nie okazywał radości i schodził do szatni wyraźnie poirytowany. Chodziło jednak nie o trenera Barcelony, ale o José Ramóna de la Fuente, trenera bramkarzy, który odpowiada także za elementy strategii zespołu.

    Reklama

    Według relacji napięcie rosło w drugiej połowie. Z ławki miały padać uwagi dotyczące decyzji podejmowanych przez młodego skrzydłowego, zwłaszcza w sytuacjach, gdy wybierał strzał zamiast podania. Takie reakcje mieli pokazywać też niektórzy koledzy z drużyny, w tym Ferran Torres i Robert Lewandowski.

    Końcówka meczu przelała czarę goryczy

    Wcześniej Yamal kilka razy dogrywał partnerom, ale nie przyniosło to gola. Gdy w 85. minucie przy stanie 1:1 znów stanął przed wyborem, tym razem zdecydował się na uderzenie. Wtedy z boku boiska zareagował De la Fuente, któremu nie spodobała się decyzja 18-latka.

    To właśnie ta sytuacja miała sprawić, że Yamal nie świętował później trafienia Lewandowskiego. Schodząc z murawy, był wyraźnie zły, a kiedy Hansi Flick próbował go uścisnąć, piłkarz miał gestem wskazać za siebie, w stronę członka sztabu Barcelony.

    Reklama