PZPN nie musi szukać. Jan Urban to idealny kandydat
Czy wynik meczu ze Szwecją powinien determinować przedłużenie kontraktu z Janem Urbanem? Czy kwestia awansu na Mistrzostwa Świata 2026 jest jedynym celem dla kadry Polski? Czy mamy przygotowaną listę selekcjonerów, którzy z miejsca dadzą nam gwarancję gry na wyższym, bardziej konkurencyjnym poziomie?
Futbol co prawda jest grą emocji, dalej sprawia, że kibic chodzi przez tydzień smutny albo szczęśliwy (no, przynajmniej w poniedziałek), ale zarządzanie w piłce nożnej już coraz częściej dalekie jest od tego, czy decydenci mają dobry lub zły humor. Dlatego ważne jest, by patrzeć na piłkę holistycznie i długoterminowo, a nie od kryzysu do sukcesu i z powrotem. Zobaczmy na selekcjonerów reprezentacji Polski w ostatnich latach:
- Adam Nawałka zaliczył 50 meczów w roli selekcjonera, wygrał 26 spotkań, z nim za sterami święciliśmy największe triumfy od początku lat 90.
- Jerzy Brzęczek – pożegnany po zajęciu 1 miejsca w grupie kwalifikacyjnej na mistrzostwa; selekcjonerem był przez 3 lata, co przełożyło się na 24 mecze, w tym 12 wygranych.
- Paulo Sousa – głównym trenerem był niecały rok, zdołał rozegrać 15 spotkań i tylko 6 wygrać, uciekł do Brazylii.
- Czesław Michniewicz – na stanowisku niecały rok, 13 spotkań i 5 wygranych. Żeby być sprawiedliwym, wygrał baraże na MŚ i na tych MŚ zagrał 4 mecze, niemniej pożegnany raczej bez żalu po aferze premiowej i ultradefensywnym stylu gry.
- Fernando Santos – na stołku tyle, ile w brzuchu matki rośnie dziecko, zagrał 6 meczów i 3 wygrał.
- Michał Probierz – 1,5 roku jako selekcjoner; zagrał 21 meczów i wygrał 9 spotkań. Pożegnał się z kadrą po tym, jak telefonicznie pozbawił Lewandowskiego opaski kapitana.
Nawet znajomy Cezarego Kuleszy, z którym współpracował w Jagielloni Białystok, musiał ustąpić ze stanowiska selekcjonera. Po odejściu Adama Nawałki ta fucha przypominała już trochę klątwę rzuconą na stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią znaną z Harry’ego Pottera, bo co kolejny selekcjoner, to większa wtopa. O ile polscy trenerzy jeszcze się bronili (Brzęczek długi staż i wyniki, Michniewicz zadaniowiec na baraże), to ich portugalscy koledzy po fachu byli katastrofą.
Przychodzi Jan Urban i z miejsca oczyszcza atmosferę wokół kadry. Notuje dobre wyniki (7 meczów, 5 zwycięstw i 2 remisy, w tym dwukrotnie z Holandią). I jego pierwsza porażka miałaby skutkować zwolnieniem?
Historia jego poprzedników pokazuje, że wcale nie jest łatwo znaleźć trenera, na którym można byłoby budować przyszłość kadry. Tymczasem Jan Urban wydaje się być gościem, który ma swoją wizję, nie daje sobie wejść na głowę (vide sytuacja z Pietuszewskim, którego do kadry powoływała cała Polska) i ma plan, jak poukładać klocki pod tytułem „Reprezentacja”.
Pamiętajmy, że w jego CV jest nie tylko strzelony hattrick Realowi Madryt, ale też praca z zespołem młodzieżowym Osasuny. Wprowadzanie do kadry młodych zawodników to ważny element rozwoju, a ktoś taki jak Urban wie, jak obchodzić się ze zdolnymi młodzianami. Czeka nas proces zmian – z kadrą żegna się Lewandowski, Grosicki, Kędziora czy Bereszyński, którzy może nie odgrywają ważnej roli na boisku, ale obecność doświadczonych graczy na zgrupowaniu często jest niedoceniana, a nawet marginalizowana i wyszydzana. Ktoś będzie musiał to posklejać i patrzeć dalej, bo za dwa lata Mistrzostwa Europy w Wielkiej Brytanii, gdzie dzięki Polonii moglibyśmy grać niemal jak u siebie.




