Lech czeka na Sayyadmanesha
Allahyar Sayyadmanesh wciąż nie rozpoczął przygotowań z Lechem Poznań. Nowy zawodnik mistrza Polski czeka na zakończenie procesu wizowego, przez co nie pracuje jeszcze z drużyną.
To dla Lecha kłopot sportowy. Irańczyk traci czas, który mógłby poświęcić na poznanie zespołu, zasad gry i wymagań Nielsa Frederiksena. Przy transferze do nowego klubu każda jednostka treningowa ma znaczenie, a tutaj adaptacja została wyraźnie opóźniona.
Sytuacja nie dotyczy tylko piłkarza. Na dokumenty czeka również Andy Parslow, trener odpowiedzialny za stałe fragmenty gry. Anglik także potrzebuje wizy i pozwolenia na pracę w Polsce.
Lech jest już na półmetku przygotowań, więc brak obu osób jest coraz bardziej odczuwalny. Pierwszy oficjalny mecz poznaniacy rozegrają 16 lipca w Superpucharze Polski z Górnikiem Zabrze.
Klub nie zna dokładnego terminu
W Poznaniu nie są w stanie wskazać, kiedy sprawa się zakończy. Problem polega na tym, że procedury administracyjne nie zależą wyłącznie od klubu.
– Pewne rzeczy nie zależą od Lecha Poznań, klub nie ma na to wpływu, dlatego wszyscy musimy czekać – czytamy na KKSLech.com.
Niepewność dotyczy zarówno Sayyadmanesha, jak i Parslowa. W klubowym tekście podkreślono, że trudno dziś przewidzieć, czy obaj w ogóle dołączą do zespołu podczas zgrupowania we Wronkach.
– Na ten moment ciężko wyrokować, kiedy i czy w ogóle we Wronkach pojawi się Anglik Andy Parslow oraz Irańczyk Allahyar Sayyadmanesh – napisano.
Dla Lecha to niewygodny moment. Klub ma napięty kalendarz, krótki czas na dopracowanie szczegółów i ważny mecz już za kilka dni. Sayyadmanesh został sprowadzony jako wzmocnienie ofensywy, ale na razie zamiast wejścia w rytm drużyny musi czekać na formalności.
Mistrz Polski nie ma więc pełnej kontroli nad sytuacją. Może przygotowywać zespół, ale na powrót brakujących elementów układanki musi poczekać.