W Kolejorzu bez fajerwerków, ale drzwi są otwarte
Zimowe okno transferowe w Poznaniu na razie przebiega spokojnie. Jedynym nowym zawodnikiem jest Płamen Andrejew, wypożyczony z Feyenoordu bramkarz, który ma pełnić rolę zmiennika Bartosza Mrozka. Przy siódmym miejscu w tabeli Ekstraklasy kibice liczą jednak na coś więcej niż tylko kosmetyczne ruchy.
Po spotkaniu w Zabrzu Henszel jasno dał do zrozumienia, że klub nie odpuścił tematu wzmocnień, choć nie zamierza zdradzać szczegółów.
– Działamy w tym temacie. Nic więcej nie powiem. Czasami lepiej się wstrzymać, bo bywa tak, że piłkarz jest dogadany w dziewięćdziesięciu procentach, a na ostatniej prostej wszystko się wysypuje – przyznał przedstawiciel Lecha Poznań.
W jego wypowiedzi pojawił się też przykład z ostatniego letniego okna, gdy transfer napastnika był praktycznie przesądzony, a mimo to zakończył się fiaskiem już po przyjeździe zawodnika do Poznania.
Najwięcej spekulacji dotyczy pozycji defensywnego pomocnika. W tej kwestii Henszel tonował jednak oczekiwania.
– Nie mam informacji, żeby coś miało się wydarzyć w najbliższych godzinach. Czekamy na Radka Murawskiego. Zobaczymy też, jaki plan trener ma na Timothy’ego Oumę. Niels Frederiksen mówił, że każdy zasługuje na drugą szansę – podkreślił.
Lech ma jeszcze czas do zamknięcia okna transferowego, ale z wypowiedzi Henszla jasno wynika jedno: jeśli do Poznania trafi nowy piłkarz, klub chce mieć pewność, że ruch będzie dopięty do końca, a nie tylko „prawie” gotowy.



