Wisła Kraków ma problem z obsadą środka ataku. Odejście Sáncheza i kontuzja Guillemenota sprawiają, że zimą warto poszukać napastnika.

    Wisła straciła ważny profil napastnika

    Punktem zwrotnym było wrześniowe odejście Jordiego Sáncheza do Pogoni Szczecin. Hiszpan nie był jedynie kolejną opcją do ataku. Dawał Wiśle inne możliwości niż Ángel Rodado, szczególnie pod względem warunków fizycznych i sposobu gry przeciwko środkowym obrońcom.

    Reklama

    Mariusz Jop mówił o tym bardzo wyraźnie już po transferze.

    – Jordi był profilem, którego nie mamy w swoim zespole, więc na pewno brak tego typu napastnika zmniejsza nam pole manewru, jeżeli chodzi o atakowanie – przyznał trener Wisły w rozmowie z TVP Sport.

    To istotne zdanie w kontekście zimowego okna. Nie chodzi bowiem wyłącznie o znalezienie piłkarza, który usiądzie na ławce za Rodado. Wisła straciła zawodnika pozwalającego trenerowi zmienić sposób atakowania w trakcie meczu.

    Czy Wisła Kraków powinna pozyskać nowego napastnika?

    Plan Wisły zakładał powrót Guillemenota

    Po odejściu Sáncheza klub nie zdecydował się na nerwowy ruch w ostatnich dniach okna transferowego.

    Jarosław Królewski tłumaczył wtedy, że Wisła ma konkretne cele i nie zamierza sprowadzać zawodnika tylko dlatego, że jest dostępny. Ważnym elementem tego planu miał być również powrót Jérémy’ego Guillemenota.

    Problem w tym, że minęło kilka tygodni, a Szwajcar nadal nie wrócił do gry.

    19 października klub przekazał, że napastnik zmaga się z urazem kolana, trenuje częściowo indywidualnie i częściowo z drużyną, a jego obciążenia są zwiększane stopniowo. Nie wskazano konkretnej daty powrotu do meczów.

    Guillemenot zdążył w tym sezonie rozegrać w Ekstraklasie tylko 26 minut.

    Rodado bierze na siebie niemal całą odpowiedzialność

    W tej sytuacji ciężar gry na pozycji numer dziewięć spadł przede wszystkim na Rodado.

    Hiszpan rozegrał 686 minut ligowych, zdobył cztery bramki i wypracował około 4,74 npxG. Oddał 40 strzałów i zanotował 42 kontakty z piłką w polu karnym przeciwnika. Co ważne, cztery ostatnie mecze ligowe rozegrał od pierwszej do ostatniej minuty i zdobył w nich trzy gole.

    Te liczby nie są argumentem za wymianą podstawowego napastnika. Wręcz przeciwnie – pokazują, że Rodado regularnie dochodzi do sytuacji i pozostaje ważnym elementem ofensywy.

    Problemem jest to, co dzieje się, kiedy trzeba go zastąpić, odciążyć albo zmienić charakter ataku.

    Nowy napastnik powinien dawać Wiśle coś innego

    Dlatego potencjalny zimowy transfer nie powinien polegać na szukaniu „drugiego Rodado”.

    Znacznie ciekawszym kierunkiem byłby napastnik oferujący inne rozwiązania: mocniejszą grę tyłem do bramki, umiejętność utrzymania piłki pod presją stoperów, większą obecność w polu karnym i możliwość wykorzystania dośrodkowań.

    Dokładnie taki profil zwiększałby liczbę rozwiązań dostępnych dla Jopa.

    Wisła może oczywiście czekać na Guillemenota. Jeśli Szwajcar wróci do pełnej sprawności i pokaże, że jest w stanie regularnie odciążać Rodado, presja na zimowy transfer zdecydowanie spadnie.

    Na dziś jednak klub nie ma takiej gwarancji.

    Wisła powinna być gotowa na zimowe okno

    Dlatego środek ataku powinien być jedną z pozycji szczególnie uważnie monitorowanych przez pion sportowy Wisły.

    Nie dlatego, że Rodado zawodzi. Właśnie odwrotnie – Wisła jest obecnie zbyt mocno uzależniona od jego dostępności.

    Odejście Sáncheza zmniejszyło możliwości taktyczne Jopa, a przedłużająca się absencja Guillemenota sprawiła, że plan przyjęty we wrześniu nie został jeszcze zrealizowany.

    Jeżeli do otwarcia zimowego okna sytuacja zdrowotna Szwajcara nadal będzie niepewna, sprowadzenie napastnika zdolnego do realnej rywalizacji i regularnej rotacji z Rodado będzie trudno traktować jako luksus. Wtedy stanie się po prostu logiczną potrzebą kadrową Wisły Kraków.

    Reklama