Michał Gurgul praktycznie nie schodzi z boiska, a jego naturalny konkurent przez kilka miesięcy będzie przechodził rehabilitację. Lech Poznań nie musi przesądzać zimowego transferu już teraz, ale sytuacja na lewej obronie daje konkretne powody, by uważnie obserwować rynek.

    Gurgul rozegrał 855 z 900 minut

    Skala problemu jest dobrze widoczna w liczbach. Po dziesięciu kolejkach Ekstraklasy Michał Gurgul ma na koncie 855 z możliwych 900 minut ligowych. Więcej w zespole rozegrał jedynie bramkarz Mateusz Lis, który nie opuścił ani minuty.

    Reklama

    Gurgul wystąpił we wszystkich dziesięciu spotkaniach. Dla porównania João Moutinho, czyli jego naturalny konkurent na lewej obronie, uzbierał w lidze zaledwie 45 minut.

    Nie chodzi więc o problem z podstawowym zawodnikiem. Gurgul jest regularnie dostępny i ma bardzo mocną pozycję. Problem zaczyna się wtedy, gdy Lech potrzebuje go zastąpić albo zwyczajnie dać mu odpocząć.

    Czytaj także

    Moutinho wypada na kilka miesięcy

    Sytuację komplikuje poważny uraz Moutinho. Lech Poznań oficjalnie poinformował na początku października, że Portugalczyk musi przejść zabieg kontuzjowanej stopy.

    Problemy zaczęły się po spotkaniu z Wieczystą Kraków. U zawodnika doszło do zerwania więzadła bocznego dużego palca u stopy. Moutinho próbował wracać do zajęć, ale dolegliwości nie ustępowały, dlatego ostatecznie zdecydowano się na operację.

    Według komunikatu klubu rehabilitacja ma potrwać od trzech do czterech miesięcy. W praktyce oznacza to, że jego powrót może nastąpić dopiero na początku 2027 roku.

    Lech zostaje więc na znaczną część jesieni z jednym sprawdzonym, nominalnym lewym obrońcą.

    Sam Gurgul mówi o braku konkurencji

    Co ciekawe, o sytuację na swojej pozycji został zapytany również Gurgul. Przed meczem z Sunderlandem 20-latek przyznał w rozmowie cytowanej przez TVP Sport:

    – Zawsze konkurencja jest takim aspektem, który zmusza cię do jeszcze większego zaangażowania – powiedział obrońca.

    Gurgul zaznaczył jednocześnie, że brak bezpośredniego rywala nie może oznaczać dla niego rozluźnienia. Wspomniał też o swoim celu, jakim jest w przyszłości wyjazd do zagranicznego klubu, oraz o tym, że Moutinho po rehabilitacji ponownie będzie walczył o miejsce w składzie.

    To ważny kontekst. Obecna sytuacja nie wynika z tego, że Lech źle obsadził podstawową jedenastkę, lecz z utraty realnej konkurencji dla Gurgula.

    Frederiksen chciał dwóch zawodników na pozycję

    Jeszcze kilka miesięcy temu Niels Frederiksen jasno tłumaczył, dlaczego zależało mu na pozostaniu Moutinho w Poznaniu.

    – Potrzebujemy dwóch dobrych zawodników na każdą pozycję – mówił trener Lecha w TVP Sport.

    Wówczas szkoleniowiec podkreślał również, że Moutinho jest jakościowym zawodnikiem mogącym rywalizować na lewej stronie.

    Dzisiaj właśnie tej rywalizacji brakuje.

    Zimowy transfer będzie zależał od jednej rzeczy

    To nie oznacza jeszcze, że Lech na pewno sprowadzi zimą lewego obrońcę.

    Kluczowe będą postępy rehabilitacji Moutinho. Jeżeli Portugalczyk zgodnie z planem będzie gotowy na początek rundy wiosennej, Kolejorz ponownie otrzyma dwóch zawodników na tę pozycję i potrzeba transferu znacząco spadnie.

    Jeżeli jednak rehabilitacja się przedłuży albo pojawią się wątpliwości dotyczące jego gotowości do regularnej gry, lewa obrona może stać się jedną z pozycji wymagających reakcji podczas zimowego okna.

    Na dziś transfer można więc określić jako warunkowy. Powodów do monitorowania rynku jest jednak sporo: Gurgul rozegrał 95 procent możliwych minut w lidze, jego jedyny naturalny konkurent jest po operacji, a sam trener Lecha już wcześniej podkreślał znaczenie posiadania dwóch jakościowych zawodników na każdej pozycji.

    Reklama