Legia pod ścianą. Arka Gdynia sprawi niespodziankę?
Sobotni mecz z Arką Gdynia to dla Legii Warszawa coś więcej niż kolejne ligowe spotkanie. Stawką są nie tylko punkty, ale też uniknięcie wyrównania jednego z najbardziej wstydliwych rekordów w dziejach klubu. Jeśli Wojskowi znów nie wygrają, dojdą do granicy, której wcześniej kibice woleliby nawet nie pamiętać.
Seria ligowych meczów bez zwycięstwa ciągnie się od końca września. Zmieniały się nazwiska trenerów, a punkty dalej uciekały. Debiut Marka Papszuna miał być nowym otwarciem, tymczasem zaczął się od porażki z Koroną Kielce. To tylko pogłębiło napięcie wokół zespołu i sprawiło, że każdy kolejny mecz urasta do rangi finału.
Ostatni ligowy triumf pozostaje tylko wspomnieniem, a licznik spotkań bez wygranej zatrzymał się na dziesięciu. W całych dziejach klubu podobnie źle było tylko dwa razy – w połowie lat 60. oraz na początku lat 90. Teraz wystarczy jeden kolejny mecz bez kompletu punktów, by obecna drużyna zrównała się z najbardziej ponurym rekordem ligowym Wojskowych.
Legia przez miesiące tłumaczyła się wyrównaną tabelą i niewielkimi różnicami punktowymi. Problem w tym, że bez zwycięstw nawet najbardziej spłaszczona liga nie pomaga. Zespół ugrzązł w dolnej części tabeli, a cierpliwość kibiców dawno się skończyła.
Arka Gdynia wchodzi w to spotkanie bez takiego balastu. Gra u siebie, może skupić się na realizacji planu i wykorzystać nerwowość rywala. Dla Legii każdy błąd może mieć podwójną cenę, bo presja rekordu wisi nad drużyną od pierwszego gwizdka.
Papszun wie, że to jeden z tych meczów, które potrafią ustawić cały okres pracy. Wygrana może zatrzymać czarną serię i dać oddech. Brak zwycięstwa sprawi, że Arka zapisze się w historii Legii jako zespół, przy którym padnie kolejny bolesny symbol kryzysu.