Potknięcie w ostatnim spotkaniu z Widzewem oznacza, że droga do obrony tytułu najlepszej drużyny w kraju się wydłuża. Lech potknął się w najmniej oczekiwanym momencie.

    Seria zwycięstw

    Zanim Lech wpadł w rytm meczowy zdążył zaliczyć wpadki już na samym początku po wznowionych rozgrywkach. Z czasem jednak podopieczni Nielsa Fredriksena złapali wiatr w żagle i systematycznie punktowali szybko windując w górę tabeli.

    Reklama

    Seria zwycięstw rozpoczęła się od 7 lutego, kiedy to Lech pokonał Górnika Zabrze. Później nadeszły kolejne zwycięstwa w tym także pewny awans do Ligi Konferencji. Kolejorz nie pozostawił żadnych złudzeń fińskiemu KuPS i przeszedł do kolejnej rundy rozgrywek.

    Prawdziwym pokazem siły okazał się mecz przeciwko innemu pucharowiczowi- Rakowowi Częstochowa, z którym po emocjonującym spotkaniu udało się wygrać 4:3.

    Gdy wydawało się, że odrobiona strata do lidera ekstraklasy rzeczywiście obudziła zespół z Poznania, to pierwsza wpadka miała miejsce w Pucharze Polski.

    Bez trofeum

    Pewnym jest, że rozgrywek o Puchar Polski Lech w tym sezonie na pewno świętować nie będzie. Porażka z Górnikiem wymusza na Kolejorzu skupienie się na dwóch pozostałych frontach. W pierwszej kolejności jest to obrona Mistrzostwa Polski, druga natomiast jak najdalsza runda europejskich rozgrywek.

    Oczywiście, żal było odpadać z krajowego pucharu. Mecz mógł się zupełnie inaczej potoczyć, gdyby rzut karny wykorzystał pod koniec spotkania Joel Pereira. Portugalczyk jednak jedenastki nie wykorzystał, a w pozostałych minutach które zostały do końca nie potrafił znaleźć sposobu na grający w osłabieniu Górnik.

    W związku z tym kolejny mecz jaki miał miejsce w Łodzi miał pocieszyć serca poznańskich kibiców. Lech miał wykorzystać zdecydowanie większe problemy Widzewa będącego w strefie spadkowej i przybitego odpadnięciem również z rozgrywek o Puchar Polski.

    Koniec snu

    Przyjazd do Łodzi na Widzew zawsze kończy się wielkimi emocjami, nawet gdy łódzka drużyna nie jest w formie. Tym razem jednak po roszadach w sztabie szkoleniowym coś ruszyło i gospodarze wzięli się ostro do pracy.

    Lech co prawda objął prowadzenie za sprawą strzału Gisli Thhordarsona, lecz podrażnieni widzewiacy szybko zaczęli odrabiać straty. Ostatecznie Widzew wygrał, a Lech dopuścił, by na fotel lidera wskoczyło Zagłębie Lubin.

    Zatem dwa ostatnie spotkania są powodem pewnej niepewności i rodzi się pytanie w jakiej dyspozycji jest Lech. Czy to znowu jakiś problem poznaniaków czy jednak Lech zaraz się otrzepie i pokaże jakość?

    Reklama