Lech nie udźwignął presji
Lech Poznań przystępował do rewanżu z Aarhus GF z zaliczką 4:1 wypracowaną w pierwszym spotkaniu. Mimo komfortowej sytuacji mistrzowie Polski pozwolili rywalom odrobić straty, a ostatecznie przegrali rywalizację po serii rzutów karnych.
Po meczu głos przed kamerami zabrał jedynie Filip Jagiełło.
– Na gorąco nie powiem nic mądrego. Daliśmy ciała i tyle. Nie ma tutaj nic do dodania. Mieliśmy wszystko w swoich rękach. Ciężko mi powiedzieć, co było nie tak. Myślę, że wynik 4:1 na wyjeździe nieco zakłamywał rzeczywistość, bo to był naprawdę dobry zespół. Mieliśmy taki wynik. Nie powinniśmy odpaść – powiedział pomocnik w rozmowie z TVP Sport.
Znacznie większe emocje wywołało jednak to, co wydarzyło się już po zakończeniu spotkania. Jak przekazał Dawid Dobrasz, żaden z piłkarzy Lecha nie pojawił się w strefie mieszanej, aby porozmawiać z dziennikarzami.
Kibice nie mieli litości
Takie zachowanie spotkało się z ostrą reakcją kibiców, którzy zarzucili drużynie brak odpowiedzialności po jednej z najbardziej bolesnych porażek ostatnich lat.
„Okazali brak szacunku kibicom swoją postawą na boisku przez 120 minut, a teraz jeszcze chowają się po kątach. Brak słów” – napisał jeden z fanów, cytowany przez Transfery.info.
Sportowa kompromitacja Lecha została więc dodatkowo pogłębiona wydarzeniami po końcowym gwizdku. Poza Filipem Jagiełłą żaden z zawodników nie zdecydował się publicznie odnieść do bolesnej porażki.