Reprezentacja Czerwonych Diabłów nie lubi nudy. Co prawda wyszli z grupy na pierwszym miejscu, ale jedno zwycięstwo nie robi wrażenia.

    Cud w grupie

    Jedno zwycięstwo, dwa remisy. To statystyka Belgii w jednej z łatwiejszych grup na mundialu. Dobre wejście w turniej zakończone okazałym zwycięstwem nad Nową Zelandią początkowo pokazywało, że europejski zespół jest dobrze dysponowany.

    Reklama

    Mimo, że nie jest to już ten czas wspaniałego pokolenia, a wielu reprezentantów najlepsze lata ma za sobą, to drużyna chciałaby się jeszcze na tych mistrzostwach pokazać.

    De Bruyne i spółka w pierwszym wspomnianym meczu wygrali zatem 5:1. Kolejne mecze z Iranem i Egiptem też miały zakończyć się zwycięstwami Belgów. Tam jednak faworyt zdołał ledwie strzelić jednego gola i wywalczyć dwa punkty.

    To wystarczyło jednak, by wyjść z grupy i to na pierwszym miejscu.

    Afrykański thriller

    W kolejnej rundzie Belgom przyszło rywalizować z rozpędzającą się z każdym kolejnym meczem drużyną Senegalu. Finalista PNA zawiesił wysoko poprzeczkę i nawet prowadził 2:0. Nie udało im się jednak dowieźć wyniku do końca, bo Czerwone Diabły powalczyły do końca, by dać nadzieję jeszcze w dogrywce.

    W niej bohaterem stał się Youri Tielemans. Ten sam, który wyrównał na minuty przed końcem meczu, również pożegnał Senegal wyszarpując awans na sekundy przed konkursem rzutów karnych, samemu wykorzystując jedenastkę.

    Amerykański koszmar

    Następny w kolejce okazał się zespół gospodarzy turnieju. Drużyna USA nie spotkała do tej pory żadnego faworyta do końcowego tryumfu. Jednak wyglądała na dość solidną drużynę.

    Belgowie zupełni jednak nic sobie z tego nie robili. Nawet przywrócenie Folarina Baloguna, mimo że ten został wykluczony z gry za czerwoną kartkę na nic się zdało Amerykanom. Belgia rozbiła rywala aż 4:1. Pytanie zatem czy Belgia tym razem poradzi sobie z prawdziwym gigantem – Hiszpanią?

    Reklama