Siedemnaście wspólnych mundialów. 165 meczów i tylko jedna bezpośrednia potyczka przed sześćdziesięcioma laty. Świat czeka na starcie dwóch potęg, które nie żywią wobec siebie w zasadzie żadnych zbiorowych uczuć. Najwyższa pora wypełnić tę brakującą kartę historii futbolu. Wszak natura, także ta piłkarska, nie znosi próżni.

    60 lat minęło…

    Argentyna i Hiszpania zmierzyły się ze sobą tylko raz w meczu o stawkę. 13 lipca 1966 roku na Villa Park w Birmingham, w pierwszej kolejce zmagań w Grupie 2, reprezentacja Albicelestes pokonała La Furia Roja 2:1. Świat wyglądał wtedy zgoła inaczej. Futbol również. Argentyńczycy przystępowali do tego turnieju jako ćwierćfinaliści poprzedniego mundialu z fenomenalnym Luisem Artime w ataku. Hiszpanie przyjechali do Anglii jako aktualni mistrzowie Europy, mając w swoich szeregach zdobywcę Złotej Piłki z 1960 roku Luisa Suáreza (kolejnym hiszpańskim piłkarzem, który sięgnął po tę nagrodę, był dopiero Rodri w 2024 roku). Ten mecz nie miał w sobie jednak niczego wyjątkowego. Nie otworzył żadnej z drużyn drogi do mistrzostwa. Hiszpania zakończyła swój udział już na fazie grupowej, a Argentyna kilka dni później odpadła w ćwierćfinale z późniejszym triumfatorem turnieju – Anglią.

    Reklama

    Przez kolejne 60 lat nie spotkali się na ścieżce mistrzowskiej ani razu. Pisali swoje historie obok siebie. Przez ten czas obie reprezentacje rozegrały dziesiątki niezapomnianych spotkań, prowadzone były przez wybitnych trenerów, a ich koszulki zakładali piłkarze ocierający się o przymioty boskie.

    Argentyna miała Maradonę, Batistutę, Riquelme, Messiego i pokolenie, które przywróciło jej tytuł mistrzów świata. Hiszpania doczekała się swojej złotej generacji z Casillasem, Xavim, Iniestą i Puyolem, która zdominowała światowy futbol, zdobywając dwa mistrzostwa Europy i mistrzostwo świata. Obie reprezentacje wygrywały największe turnieje, wyznaczały trendy i inspirowały kolejne pokolenia piłkarzy. Paradoks polega na tym, że niemal nigdy nie robiły tego przeciwko sobie.

    Podczas siedemnastu mundiali, na których występowały wspólnie, rozegrały łącznie 165 spotkań. Tylko jedno z nich było meczem Argentyny z Hiszpanią. Mijały się w fazach grupowych, omijały w drabinkach faz pucharowych, odpadały na różnych etapach lub do turniejów przystępowały w odmiennych momentach własnej historii. Nawet gdy jedna z nich zdobywała mistrzostwo świata, druga zazwyczaj kończyła swój udział wcześniej.

    Tegoroczny finał przerwie tę niezwykłą serię anonimowości turniejowej tych drużyn. Przyszła pora napisać nową historię piłki nożnej. Historię, która przez dziesięciolecia nie mogła się wydarzyć. Historii, w której nie dostaniemy rozwoju dziesiątków wątków z ich kulminacją na setnych stronach. Wejście w tę powieść uderzy zdecydowanie, w sposób, który każdy z nas oczekuje.  

    Reprezentacje, które znają się tylko z widzenia

    Jeśli istnieje mecz, który definiuje współczesną historię rywalizacji Hiszpanii z Argentyną, to paradoksalnie nie odbył się on na mundialu ani podczas żadnego innego wielkiego turnieju. Był zwykłym sparingiem.

    27 marca 2018 roku na Wanda Metropolitano w Madrycie Hiszpania rozbiła w pył Argentynę 6:1. Isco skompletował hat-tricka, gole dołożyli Diego Costa, Thiago Alcântara i Iago Aspas. Honorowe trafienie dla Albicelestes zdobył Nicolás Otamendi. Lionel Messi z powodu kontuzji mięśnia przywodziciela nie wystąpił w tym meczu. Siedział na trybunach i bezradnie przyglądał się jednej z najwyższych porażek reprezentacji Argentyny w XXI wieku.

    Tamten wynik obiegł świat i na chwilę stworzył wrażenie, że między obiema reprezentacjami rodzi się nowa, wielka rywalizacja. Kilka miesięcy później mundial w Rosji brutalnie zweryfikował te przewidywania. Hiszpania odpadła już w 1/8 finału z gospodarzami turnieju, Argentyna zakończyła udział na tym samym etapie po porażce z Francją. Ich drogi ponownie się rozeszły.

    Od tamtego wieczoru minęło osiem lat. W tym czasie obie reprezentacje zmieniły się niemal całkowicie. W kadrze Hiszpanii nie ma już żadnego zawodnika z wyjściowej jedenastki tamtego spotkania, a w Argentynie pozostali jedynie nieliczni świadkowie tamtej klęski z Messim na czele. Nawet ostatnie wspomnienie bezpośredniego pojedynku zdążyło wyblaknąć.

    Hiszpania i Argentyna znają się więc przede wszystkim z opowieści, archiwów i pojedynczych sparingów. Finał mistrzostw świata będzie pierwszą od sześciu dekad okazją, by naprawdę się sobie przedstawić.

    Najbardziej utytułowane drużyny XXI wieku w pełnej krasie

    Jest w tym finale coś przewrotnie pięknego. Hiszpania i Argentyna nie wyrosły na swoich sukcesach przeciwko sobie. Nie budowały legendy wzajemnych pojedynków, nie odbierały sobie marzeń w finałach ani nie żyły wspomnieniami wielkich rewanżów. Każda z nich wspinała się na szczyt własną drogą.

    Hiszpania zmieniła sposób myślenia o futbolu. Z reprezentacji, która przez dekady zawodziła na wielkich turniejach, przeobraziła się w drużynę dominującą. Mistrzostwo Europy w 2008 roku otworzyło złotą erę zwieńczoną mundialem w Republice Południowej Afryki i kolejnym triumfem na EURO cztery lata później. Gdy wydawało się, że ten rozdział dobiegł końca, przyszło następne pokolenie. EURO 2024 udowodniło, że hiszpański model szkolenia nie był chwilową modą, lecz trwałym fundamentem.

    Argentyna odpowiedziała własną opowieścią. Po latach niepowodzeń i przegranych finałów odnalazła drużynę, która przywróciła jej miejsce na szczycie. Copa América 2021 zakończyła długie oczekiwanie na wielkie trofeum, mistrzostwo świata w Katarze wyniosło Leo Messiego do piłkarskiej nieśmiertelności, a kolejny triumf w Copa América tylko potwierdził, że nie był to jednorazowy zryw.

    To właśnie dlatego Finał 2026 ma tak wyjątkowy wymiar. Nie jest spotkaniem dwóch reprezentacji żyjących przeszłością. Jest konfrontacją dwóch najbardziej utytułowanych drużyn XXI wieku, które przez zaskakujący splot okoliczności niemal nigdy nie miały okazji zbudować własnej rywalizacji.

    W niedzielny wieczór nie rozstrzygnie się tylko kwestia tego, kto zostanie mistrzem świata. Rozpocznie się również nowa opowieść. Oby nie skończyła się po dziewięćdziesięciu czy stu dwudziestu minutach. Oby nie trzeba było czekać kolejnych sześćdziesięciu lat, by los ponownie skrzyżował drogi Hiszpanii i Argentyny w meczu o najwyższą stawkę. Piłka nożna zasługuje na tę rywalizację. A dwie największe reprezentacje XXI wieku zasługują na historię, którą będą mogły pisać już nie obok siebie, lecz wspólnie.

    Reklama