Urban widział nerwowość. Teraz chce wrócić do błędów z pierwszej połowy
Reprezentacja Polski wygrała z Albanią 2:1 i zameldowała się w finale baraży o mistrzostwa świata, ale sam mecz długo nie układał się po myśli gospodarzy. Po spotkaniu Jan Urban podkreślał, że początek dawał nadzieję na spokojniejszy wieczór, bo przez kilkanaście minut Albania praktycznie nie wychodziła z własnej połowy. Z czasem obraz gry zaczął się jednak zmieniać.
Selekcjoner tłumaczył, że jego drużyna sama pomogła rywalowi wrócić do meczu. Proste straty i niedokładne podania sprawiły, że Albańczycy zaczęli częściej utrzymywać się przy piłce i nabierać pewności siebie. Urban zaznaczył, że było to o tyle groźne, że Albania potrafi dobrze wykorzystać wolne przestrzenie i szybko przejść do kontrataku.
Najmocniej wybrzmiała jego ocena sytuacji przy straconej bramce i ogólnie błędów z pierwszej połowy.
– Błędy były proste, nawet przy straconej bramce. Będę z zawodnikami o tym rozmawiał, ale podejrzewam, że duży udział miały takie rzeczy jak odpowiedzialność, może jakiś stres i to, że w pewnym momencie było widać, że nie układa nam się to wszystko dobrze – powiedział Urban.
Trener dał do zrozumienia, że jego zespół chciał momentami wygrać ten mecz zbyt szybko i zbyt mocno ruszał do przodu. To otwierało Albanii przestrzeń do kontr, a kilka takich akcji mogło skończyć się dla Polski bardzo źle. Urban podkreślił jednak, że rywal nie był przypadkowy i przypomniał, że Albania od dawna sprawia problemy nawet mocniejszym drużynom, bo jest dobrze zorganizowana i traci niewiele bramek.
Selekcjoner odniósł się też do młodych zawodników, którzy dostali swoje minuty w ważnym meczu. Przyznał, że zarówno Filip Rózga, jak i Oskar Pietuszewski mieli dobre momenty, choć w kilku sytuacjach mogli podejmować lepsze decyzje. W jego ocenie to naturalny element przy takim meczu i takim ciężarze spotkania.
Urban spojrzał również już w stronę finału baraży ze Szwecją. Zaznaczył, że będzie to zupełnie inne spotkanie niż mecz z Albanią. Nie ukrywał też, że rywale są rozpędzeni po wygranej z Ukrainą i mają w składzie piłkarza, który może zrobić różnicę niemal w każdej chwili. Chodzi oczywiście o Viktora Gyokeresa, którego trener Polski nazwał wielkim atutem Szwedów.
Jednocześnie selekcjoner jasno zaznaczył, że Polska też jedzie tam ze swoimi ambicjami. Finał baraży ma być dla Biało-Czerwonych meczem o wszystko, a sam Urban nie zamierza uciekać od tej stawki.