Wchodząc w 66. minucie spotkania Meksyk – RPA stał się najmłodszym Meksykaninem w historii występów reprezentacji El Tri na mistrzostwach świata. W wieku 17 lat i 240 dni pobił rekord należący do Manuela Rosasa ustanowiony w 1930 roku podczas mundialu w Urugwaju. Gilberto Mora uznawany jest w Meksyku za generacyjny talent i symbol odnowy meksykańskiej piłki po latach stagnacji. Interesować ma się nim Real Madryt. Czy jest gotowy na podbój Europy?

    Największa nadzieja Meksyku debiutuje w domu Azteków

    Mora pokazał się światu w inauguracyjnym spotkaniu gospodarzy przeciwko Republice Południowej Afryki. Pojawił się na murawie po godzinie gry i mimo ograniczonego czasu pokazał kilka zagrań doskonale znanych meksykańskim kibicom. Śmiało pokazywał się do gry, często schodząc po piłkę do linii obrony, starał się przyspieszać akcje kierunkowym przyjęciem i swobodnie operował na małych przestrzeniach. Wszystko to można było już wcześniej obserwować w kompilacjach jego występów w barwach Club Tijuana.

    Reklama

    W ojczyźnie Mora jest postacią znacznie większą niż tylko obiecującym nastolatkiem. Zdążył pobić rekord najmłodszego strzelca w historii Liga MX, zadebiutował w seniorskiej reprezentacji jeszcze przed ukończeniem siedemnastego roku życia, a dziennikarze ESPN Mexico i TUDN określają go mianem „największej nadziei meksykańskiej piłki od lat” oraz „twarzy futbolowej odnowy”. Nikt już nie ukrywa, że to właśnie on ma przerwać ciąg niespełnionych oczekiwań związanych z kolejnymi generacjami meksykańskich talentów.generacjami meksykańskich talentów.

    Tożsamość Mory

    Mora nie jest klasyczną „dziesiątką”, choć na klubowej koszulce widnieje właśnie ten numer. Profilowo znacznie bliżej mu do nowoczesnej ofensywnej ósemki operującej w półprzestrzeniach niż tradycyjnego rozgrywającego.

    Najlepiej czuje się jako lewa ósemka w systemie 4-3-3, choć może występować również jako ofensywny pomocnik lub fałszywy lewoskrzydłowy. Jego największym atutem pozostaje inteligencja boiskowa. Bardzo dużo widzi, przyjmuje piłkę odpowiednio ustawiony do kolejnego zagrania i szybko podejmuje decyzje. Nie jest typem dryblera i nie imponuje dynamiką. Posiada natomiast niespotykaną lekkość w dostrzeganiu nieszablonowych rozwiązań, które przynoszą drużynie korzyści w fazie ofensywnej.

    Do poprawy pozostają natomiast aspekty fizyczne. Nie jest jeszcze piłkarzem zdolnym regularnie wygrywać pojedynki szybkościowe, brakuje mu również siły w kontakcie oraz większego wpływu na końcową fazę akcji pod bramką rywala. Obecnie pełni raczej rolę organizatora gry niż zawodnika regularnie dostarczającego gole i asysty.

    Potęgi europejskie obserwują, Meksykanie zabezpieczają przyszłość

    Według doniesień ESPN zainteresowanie Morą wykazują między innymi Real Madryt, Barcelona, Manchester City i Milan. Mimo to zawodnik zdecydował się niedawno podpisać nową, trzyletnią umowę z Club Tijuana.

    Kontrakt zawiera jednak specjalnie skonstruowane zapisy umożliwiające transfer w przypadku pojawienia się odpowiedniej oferty. Trudno zatem interpretować przedłużenie umowy jako deklarację długoterminowego pozostania w Meksyku. Bardziej przypomina ono sposób zabezpieczenia interesów finansowych klubu przed, jak się wydaje, i tak nieuniknionym transferem. Na korzyść zawodnika działać będą kolejne minuty spędzone na boisku oraz jak najdłuższa przygoda Meksyku podczas mistrzostw świata.

    Nadzieja inna niż wszystkie?

    Historia meksykańskiego futbolu uczy ostrożności. Za przyszłe gwiazdy światowej piłki uznawano już Giovaniego dos Santosa, Carlosa Velę, Diego Laineza czy Marcelo Floresa. Niektórzy z nich osiągnęli solidne kariery, ale żaden nie spełnił wszystkich oczekiwań, jakie wiązano z nimi w wieku nastoletnim.

    Talent Mory jest bezdyskusyjny. Kluczowe będzie jednak znalezienie środowiska, które pozwoli mu rozwijać się bez presji natychmiastowych rezultatów. Dla siedemnastolatka posiadającego wyjątkową inteligencję boiskową, ale wciąż wymagającego pracy nad fizycznością i regularnością, być może ważniejsze od samego transferu do wielkiego klubu będzie wybranie miejsca, które potraktuje go nie jako gotową gwiazdę, lecz jako projekt na najbliższe kilka lat. To właśnie od tej decyzji może zależeć, czy Gilberto Mora zostanie symbolem odrodzenia meksykańskiego futbolu, czy też kolejną niespełnioną nadzieją, przypominającą o sobie światu raz na cztery lata podczas kolejnych mundialów.

    Reklama