Reprezentacja Niemiec po raz trzeci z rzędu zawiodła na mistrzostwach świata. Po zdobyciu czwartego tytułu mistrzowskiego w 2014 roku, kolejne mundiale kończyły się rozczarowaniami. W 2018 roku zajęli ostatnie miejsce w grupie za Szwecją, Meksykiem i Koreą Południową. Cztery lata później ponownie nie wyszli z grupy, ustępując Hiszpanii i Japonii. W poniedziałek ich drogę do 1/8 finału zakończył Paragwaj. Czy to oznacza, że załamał się system szkolenia, który jeszcze kilkanaście lat temu podziwiał cały piłkarski świat? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.

    Reforma, która zbudowała niemiecki futbol w XXI wieku

    Historia współczesnego niemieckiego futbolu nie zaczyna się od triumfu w Brazylii, lecz od jednej z największych kompromitacji w jego historii. Podczas EURO 2000 Niemcy – obrońcy tytułu sprzed czterech lat – zdobyli zaledwie punkt i odpadli już po fazie grupowej. W Niemieckim Związku Piłki Nożnej (DFB) uznano, że problem nie dotyczy selekcjonera ani pokolenia zawodników. Kryzys miał charakter systemowy.

    Reklama

    W federacji szybko dostrzeżono również inny problem. Po wejściu w życie prawa Bosmana kluby coraz częściej sięgały po zagranicznych piłkarzy, a liczba niemieckich zawodników gotowych do gry na najwyższym poziomie malała. Zamiast szukać doraźnych rozwiązań, DFB wraz z Deutsche Fußball Liga rozpoczęły największą reformę szkolenia w historii niemieckiej piłki.

    Projekt miał bezprecedensową skalę. Wszystkie kluby Bundesligi i 2. Bundesligi zostały zobowiązane do prowadzenia certyfikowanych akademii Nachwuchsleistungszentrum, w całym kraju utworzono ponad 360 regionalnych ośrodków Stützpunkt, odpowiedzialnych za wyszukiwanie i rozwój największych talentów, a równolegle zainwestowano ogromne środki w edukację trenerów. Reforma opierała się na trzech filarach: profesjonalnym szkoleniu, jednolitej identyfikacji talentów oraz przekonaniu, że piłkarza należy rozwijać kompleksowo. W niemieckim modelu szkoła i przygotowanie do życia po zakończeniu kariery miały być równie ważne jak trening. Nie był to plan na jeden turniej. Zakładano, że pierwsze efekty będą widoczne dopiero po ośmiu – dziesięciu latach.

    Dlatego wicemistrzostwo świata zdobyte w 2002 roku nie było jeszcze sukcesem nowego systemu. Drużyna z Oliverem Kahnem, Michaelem Ballackiem i Miroslavem Klose była produktem wcześniejszej epoki. Mundial w Korei i Japonii okazał się raczej ostatnim sukcesem starego modelu niż pierwszym triumfem nowego.

    Zmiana zaczęła być widoczna dopiero kilka lat później. Trzecie miejsce na mundialu w 2006 roku zapowiadało narodziny nowej reprezentacji, ale prawdziwy przełom nastąpił podczas mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki. Świat zachwycał się wtedy ofensywnie grającą drużyną z Philippem Lahmem, Bastianem Schweinsteigerem, Manuelem Neuerem, Thomasem Müllerem, Mesutem Özilem, Samim Khedirą i Tonim Kroosem. Cztery lata później ta generacja zdobyła mistrzostwo świata, wieńcząc ponad dekadę konsekwentnie realizowanej reformy.

    Istotną rolę odegrał również Joachim Löw. Najpierw jako asystent Jürgena Klinsmanna, a od 2006 roku jako selekcjoner konsekwentnie wprowadzał do reprezentacji zawodników wychowanych już według nowych standardów. Dzięki temu reforma nie zakończyła się na poziomie akademii, ale znalazła odzwierciedlenie również w sposobie gry pierwszej reprezentacji.

    Przez kolejne lata niemiecki model szkolenia uchodził za wzór dla całej Europy. DFB stworzył spójny system identyfikacji talentów, rozwoju trenerów i współpracy z klubami. Przez wiele lat plan realizowano niemal podręcznikowo.

    Sukces początkiem porażki

    Paradoks polega na tym, że po największym sukcesie nastąpił wyraźny regres wyników. Mundial w Rosji zakończył się ostatnim miejscem w grupie, turniej w Katarze ponownie przyniósł eliminację już po fazie grupowej, a teraz Niemcy odpadli po rzutach karnych z Paragwajem. W niemieckich mediach coraz częściej podkreśla się jednak, że problem nie leży w samym systemie szkolenia. Florian Wirtz, Jamal Musiala czy Nick Woltemade pokazują, że Niemcy nadal wychowują piłkarzy światowej klasy. Problem zaczyna się dopiero na poziomie pierwszej reprezentacji, która od kilku turniejów nie potrafi przełożyć indywidualnego potencjału na wyniki.

    Reforma po EURO 2000 zakończyła się sukcesem, ale świat zdążył nauczyć się korzystać z rozwiązań, które kiedyś były niemiecką przewagą. Hiszpania, Francja, Portugalia czy Anglia stworzyły równie nowoczesne modele szkolenia, a w niektórych aspektach poszły jeszcze dalej. Po porażce z Paragwajem magazyn Kicker określił występ reprezentacji jako „miażdżące świadectwo niemieckiego futbolu”. Coraz częściej pojawia się jednak pytanie nie o jakość szkolenia, lecz o to, czy Niemcy nie zatrzymali się w miejscu, podczas gdy reszta świata wykonała kolejny krok. Były reprezentant Thomas Hitzlsperger zwraca uwagę, że niemiecka piłka zbyt długo opierała się na rozwiązaniach, które przyniosły sukces w 2014 roku, zamiast szukać nowych przewag.

    Mundial 2026 może okazać się dla niemieckiego futbolu równie przełomowy jak EURO 2000. Dwadzieścia sześć lat temu DFB odpowiedział na kryzys największą reformą w swojej historii. Dziś nie potrzebuje kolejnej rewolucji, lecz nowej przewagi. Bo jeśli historia niemieckiego futbolu czegoś uczy, to tego, że największe sukcesy rodziły się właśnie wtedy, gdy potrafiono przyznać, że dotychczasowy model przestał wystarczać.

    Reklama