Od początku mundialu było jasne, że FIFA i organizatorzy zrobią wszystko, by opakować turniej w estetykę dobrze znaną z amerykańskich lig. Indywidualne prezentacje piłkarzy, obowiązkowe przerwy na nawodnienie czy coraz bardziej rozbudowana oprawa meczów miały pomóc zdobyć serca kibiców w Stanach Zjednoczonych. Kulminacją tej strategii będzie halftime show przed drugą połową finału. I choć część nowych rozwiązań rzeczywiście uatrakcyjniła widowisko, to wydłużanie przerwy w najważniejszym meczu czterolecia jest pójściem o jeden most za daleko. Piłka nożna jest piękna sama w sobie. Nie potrzebuje nagromadzenia gwiazd w tak rozległym gwiazdozbiorze.

    Amerykanizacja? Tak, ale z umiarem

    Nie ma co udawać, że niektóre nowości, wcześniej nieznane kibicom piłki nożnej na Starym Kontynencie, nie wniosły atrakcyjności do oprawy meczowej. Część z nich okazała się trafionym pomysłem i trudno wyobrazić sobie, by FIFA nie próbowała wykorzystać faktu, że turniej odbywa się właśnie w Stanach Zjednoczonych.

    Reklama

    Indywidualna prezentacja każdego zawodnika przed pierwszym gwizdkiem nadała meczom bardziej osobisty charakter. Kibice mogli lepiej poznać piłkarzy, a ci, choć przez chwilę, znaleźli się w centrum uwagi niczym gwiazdy NBA czy NFL. Nie była to rewolucja, lecz estetyczny detal, który nie ingerował w samą grę.

    FIFA poszła także w stronę większej transparentności. Kamery sędziowskie, szersze wykorzystanie technologii czy bardziej przystępna prezentacja decyzji VAR sprawiły, że widz był bliżej wydarzeń niż kiedykolwiek wcześniej. To zmiany, które wzbogaciły odbiór spotkań, nie naruszając ich istoty.

    Momentami nużące staje się pokazywanie gwiazd i gwiazdeczek sportu i showbiznesu. To, co dotąd było jedynie subtelnym dodatkiem do telewizyjnej relacji, w amerykańskim wydaniu mundialowego tv show wydaje się obowiązkowym elementem, bez którego nie może odbyć się transmisja z meczu. Tak jakby rozgrywanemu meczowi brakowało blasku Taylor Swift, Shakiry czy Beyoncé.

    O obowiązkowych przerwach na nawodnienie powiedziano już chyba wszystko. Mecz piłkarski dzieli się na połowy – nie na kwarty. Można oczywiście wierzyć, że chodzi wyłącznie o zdrowie zawodników. Trudno jednak nie zauważyć, że obowiązkowe przerwy stworzyły również dodatkowe okna dla nadawców i sponsorów. Każdy argument pozwalający zarobić dodatkowe miliony na transmisjach jest dobry, a kiedy odnosi się do największej z wartości, jaką jest zdrowie, staje się niepodważalnym. Sportowo zaś dodatkowe trzy minuty dawały trenerom możliwość dokonania korekt ustawienia, na które wcześniej po prostu nie było czasu. Ot, taka mało znacząca innowacja.

    To nie soccer, tylko futbol. I nie ten z ESPN

    Jeszcze kilka miesięcy temu Gianni Infantino zapowiadał, że finał mistrzostw świata będzie przypominał największe wydarzenia sportowe organizowane w Stanach Zjednoczonych. Dziś wiemy już, co miał na myśli. Po raz pierwszy w historii mundialu kibice zobaczą halftime show przygotowane przez organizację Global Citizen, wyreżyserowane przez Chrisa Martina z Coldplay i z udziałem światowych gwiazd muzyki. Na scenie mają pojawić się między innymi Madonna, Shakira, BTS, Justin Bieber oraz Burna Boy. Oficjalnie wydarzenie ma nieść przede wszystkim wymiar społeczny – wesprzeć FIFA Global Citizen Education Fund, którego celem jest zebranie 100 milionów dolarów na rozwój edukacji i piłki nożnej wśród dzieci na całym świecie.

    Sam koncert ma potrwać około jedenastu minut. Problem w tym, że jest to ułamek czasu potrzebny do realizacji tego przedsięwzięcia. FIFA wciąż nie podała oficjalnej długości przerwy, jednak – jak ujawnił The Athletic – nadawcy telewizyjni przygotowują się na około trzydziestominutowy spektakl. Tyle czasu ma wystarczyć nie tylko na sam występ, lecz także na montaż i demontaż sceny oraz realizację telewizyjnego studia. To oznacza dwukrotne wydłużenie przerwy względem obowiązujących przepisów gry, które przewidują maksymalnie piętnaście minut (chyba że arbiter spotkania zadecyduje inaczej!). Co więcej, byłby to jeszcze dłuższy przestój niż podczas finału ubiegłorocznych Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie przerwa trwała około 25 minut.

    I właśnie tutaj przebiega granica tego, co staje się po prostu nieznośne.
    Mistrzostwa świata są najważniejszym wydarzeniem dla piłkarzy i kibiców piłki nożnej. Zasługują na to, by finał mundialu otwierała efektowna ceremonia, by organizatorzy zapraszali największych artystów czy wykorzystywali popularność wydarzenia do promowania ważnych inicjatyw społecznych. Wszystko to można zrobić przed pierwszym gwizdkiem. Przerwa między pierwszą a drugą połową jest dla piłkarzy i sztabów trenerskich finalistów mundialu. Trwa 15 minut. Koniec. Kropka.

    Tym właśnie różni się piłka nożna od amerykańskich sportów. Nie potrzebuje słodkich dodatków, które powodują, że deser staje się niestrawny. Największym widowiskiem jest sam mecz, a jego gwiazdami piłkarze. To nie soccer sprzedawany przez telewizję. To futbol, który przez dekady bronił się przede wszystkim tym, co działo się na murawie.

    Reklama