Mecze fazy grupowej były okazją do budowania formy, nadrabiania zaległości i oszczędzania sił. To już przeszłość. Mundial wchodzi w fazę, w której każdy kolejny występ może okazać się ostatnim. Messi odpoczywa, Ronaldo znów jest przedmiotem dyskusji, Neuer musi zmierzyć się z krytyką, Modrić odzyskuje kontrolę nad grą Chorwacji, Neymar wraca po kontuzji, a Ochoa żegna się z kibicami. Schodzenie ze sceny trwa. Od teraz nikt nie wie, kto opuści ją jako pierwszy.

    Messi odpoczywa i trafia po raz szósty

    Mecz z Jordanią, outsiderem grupy J, był dla Leo Messiego okazją do złapania oddechu. Obchodzący 39. urodziny kapitan Albicelestes do 60. minuty obserwował spotkanie z ławki rezerwowych. W Argentynie decyzja ta nie wywołała większych dyskusji. Wręcz przeciwnie – potraktowano ją jako naturalny element planu na cały turniej. Lionel Scaloni i sam Messi doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy mundial rozpoczyna się dopiero w fazie pucharowej, a odpowiednie zarządzanie minutami kapitana może okazać się równie ważne jak jego gole.

    Reklama

    Odpoczynek nie oznaczał jednak nieobecności w najważniejszych momentach. Gdy Messi pojawił się na murawie, wystarczyło kilkanaście minut, by po raz szósty wpisać się na listę strzelców podczas amerykańskiego mundialu. Warto odnotować, że dzięki bramce zdobytej przeciwko Jordanii przedłużył do siedmiu meczów serię kolejnych występów na mistrzostwach świata zakończonych golem.

    Dla Argentyńczyków ważniejsza od kolejnego rekordu była jednak odpowiedź na pytanie, które jeszcze przed turniejem budziło największy niepokój: czy organizm 39-latka wytrzyma intensywność mundialu rozgrywanego w nowej formule? Po fazie grupowej odpowiedź wydaje się twierdząca. Messi coraz częściej pozwala sobie na odpoczynek, nie tracąc przy tym wpływu na grę reprezentacji.

    Otwartym pytaniem pozostaje natomiast, jak Albicelestes funkcjonują bez swojego kapitana na boisku. Mecz z Jordanią nie dał jednoznacznej odpowiedzi, a prawdziwy sprawdzian dopiero nadejdzie. Faza pucharowa nie wybacza błędów i to właśnie w niej okaże się, czy Argentyna potrafi wygrywać nie tylko z Messim, ale również dzięki drużynie zbudowanej wokół jego obecności.

    Ronaldo przyczyną czy ofiarą słabej gry ofensywnej Portugalii?

    Po zwycięstwie 5:0 nad Uzbekistanem wydawało się, że Cristiano Ronaldo zamknął dyskusję dotyczącą swojej roli w reprezentacji podczas mistrzostw. Dwie bramki, szósty mundial ze zdobyczą bramkową i krótkie „I’m back” sprawiły, że portugalskie media odłożyły na bok pytania o jego wiek i miejsce w wyjściowym składzie. Jak to w piłce nożnej bywa – na krótko.

    Bezbramkowy remis z Kolumbią sprawił, że debata wróciła. Tym razem jej punkt ciężkości jest zupełnie inny.

    Po końcowym gwizdku niewielu dziennikarzy skupiało się wyłącznie na Ronaldo. Znacznie częściej analizowano ofensywę całej reprezentacji. „A Bola” i „Record” zwracały uwagę na problemy Portugalii z kreowaniem sytuacji bramkowych, wskazując, że przez długie fragmenty spotkania Ronaldo był odcięty od podań. W tej układance ponownie stał się najbardziej widoczną postacią, ale niekoniecznie głównym winowajcą.

    To pytanie wraca zresztą w Portugalii od kilku lat. Czy Cristiano Ronaldo ogranicza ofensywę reprezentacji, czy raczej obnaża jej ograniczenia? Trudno oczekiwać od 41-letniego napastnika, że będzie regularnie schodził do środka pola, napędzał ataki i kreował przewagę indywidualnymi dryblingami. Zaczął operować głównie w polu karnym. Problem polega na tym, że przeciwko Kolumbii piłka docierała tam zbyt rzadko.

    Nie oznacza to jednak, że kapitan pozostaje poza krytyką. Część portugalskich komentatorów zwraca uwagę, że w meczach, w których rywal skutecznie odcina go od podań, Ronaldo ma coraz większy problem z odnalezieniem się poza „szesnastką”. Coraz częściej pełni rolę „pasażera na gapę”, czekając na moment, którego drużyna nie jest w stanie mu stworzyć. Wydaje się to zatrważające, że drużyna z tak silnym środkiem pola długimi fragmentami spotkania nie potrafi zdominować środka pola i zagrozić bramce rywali.

    Roberto Martínez wydaje się jednak patrzeć na tę sytuację inaczej. Selekcjoner konsekwentnie podkreśla, że obecność Ronaldo wpływa nie tylko na skuteczność zespołu, ale również na sposób bronienia przez rywali. Nawet jeśli nie zdobywa bramek, absorbuje uwagę środkowych obrońców i tworzy przestrzeń dla partnerów. Problem w tym, że Portugalia nie zawsze potrafi z tej przestrzeni skorzystać.

    Manuel Neuer. Pewny punkt jedenastki?

    Po dwóch kolejkach wydawało się, że Manuel Neuer zamknął usta wszystkim, którzy kwestionowali sens jego powrotu do reprezentacji. Mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej pokazał, jak wiele Niemcy zyskują dzięki jego doświadczeniu i sposobowi organizowania defensywy. Porażka 1:2 z Ekwadorem sprawiła, że wątpliwości wracają.

    Nie chodzi wyłącznie o wynik. Niemcy już wcześniej zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie, dlatego sam rezultat nie wywołał większej paniki. Znacznie więcej emocji wzbudził występ Neuera. Przy obu straconych bramkach część ekspertów i byłych reprezentantów Niemiec dopatrywała się błędów kapitana. „Kicker” zwracał uwagę, że po raz pierwszy od początku turnieju 40-letni bramkarz nie dawał drużynie poczucia bezpieczeństwa, do którego przez lata przyzwyczaił kibiców. „Bild” również nie oszczędzał kapitana, podkreślając, że mecz z Ekwadorem był jego najsłabszym występem na tym mundialu.

    Sam Neuer nie szukał wymówek. Po spotkaniu przyznał, że reprezentacja nie kontrolowała wydarzeń tak, jak powinna, choć jednocześnie nie zgadzał się z opiniami, że to on ponosi odpowiedzialność za porażkę. Julian Nagelsmann również stanął w obronie swojego kapitana, przekonując, że ocenianie całego meczu przez pryzmat pojedynczych interwencji byłoby dużym uproszczeniem.

    W Niemczech trudno jednak uciec od porównań. Jeszcze kilka dni temu Neuer był symbolem stabilności tej reprezentacji. Dziś ponownie stał się bohaterem debat o refleksie, dynamice i wpływie wieku na grę bramkarza. To nie oznacza, że Niemcy stracili do niego zaufanie. Oznacza natomiast, że po raz pierwszy od rozpoczęcia turnieju przestali traktować jego miejsce w składzie jako temat zamknięty.

    Luka Modrić. Kapitan reguluje tempo

    Po porażce z Anglią zastanawiano się, czy Luka Modrić jest jeszcze w stanie udźwignąć rolę lidera na kolejnym wielkim turnieju. Dwie kolejne kolejki praktycznie zamknęły tę dyskusję.

    Przeciwko Ghanie Modrić rozegrał mecz w stylu, który w Chorwacji jest najlepiej znany. Nie dominował każdej akcji, ale doskonale wyczuwał momenty, w których należało przyspieszyć grę, i te, w których trzeba było ją uspokoić. Kilkukrotnie otwierał przestrzeń długimi podaniami, regularnie szukał dośrodkowań, a jego asysta przy zwycięskiej bramce była nagrodą za konsekwentne szukanie rozwiązań. Równie ważna była jednak praca bez piłki. Kapitan nie unikał pojedynków, wracał za akcjami rywali i przez dziewięćdziesiąt minut pozostawał zaangażowany w całej przestrzeni boiska.

    To właśnie ten element najmocniej wybrzmiał w chorwackich mediach. Sportske novosti pisały o „meczu kapitana”, podkreślając nie tylko jego wpływ na ofensywę, ale przede wszystkim sposób, w jaki porządkował grę całego zespołu. Jutarnji list zwracał uwagę, że Modrić po raz kolejny udowodnił, iż liderem można być również wtedy, gdy nie jest się już najszybszym czy najbardziej efektownym zawodnikiem na boisku.

    Guillermo Ochoa. Pożegnanie z domem

    Nie został bohaterem meczu z Czechami. Nie musiał. Javier Aguirre wpuścił Guillermo Ochoę na ostatnie kilkanaście minut, pozwalając mu po raz ostatni poczuć atmosferę mundialu na murawie. Kwestie czysto sportowe zeszły w tym momencie na drugi plan. Bohater potomków Azteków otrzymał pożegnani w okolicznościach, na które całą swoją karierą reprezentacyjną zasłużył.

    Symbolika tej chwili była wyjątkowa. Ochoa żegnał się z mistrzostwami świata na Estadio Azteca. Stadionie, na którym jako nastolatek marzył o wielkiej piłce, debiutował w barwach Club América i z którego rozpoczęła się jego droga do sześciu mundiali. Tam, gdzie wszystko się zaczęło, historia zatoczyła koło.

    Neymar. Powrót Księcia

    Przed trzecią kolejką fazy grupowej jednym z najczęściej zadawanych pytań w Brazylii nie było to, kto zagra w środku pola czy na prawym skrzydle. Pytano wyłącznie o Neymara. Globo Esporte i UOL Esporte niemal codziennie relacjonowały kolejne etapy jego rehabilitacji. Od ćwiczeń indywidualnych, przez pracę z piłką, aż po pierwsze fragmenty treningów z drużyną. Każde nagranie z zajęć reprezentacji analizowano pod kątem tego, jak porusza się gwiazdor Canarinhos.

    Na niemal każdej konferencji prasowej Carlo Ancelotti musiał odpowiadać na pytania dotyczące stanu zdrowia swojego zawodnika. Włoski szkoleniowiec konsekwentnie tonował nastroje, powtarzając, że priorytetem pozostaje pełne wyleczenie urazu, a nie jak najszybszy powrót na boisko. Nie chciał deklarować konkretnej daty, podkreślając, że decyzja zapadnie dopiero wtedy, gdy sztab medyczny będzie miał całkowitą pewność.

    Przed rozpoczęciem fazy pucharowej Neymar jest już do dyspozycji selekcjonera. Brazylijskie media zgodnie podkreślają, że jego powrót jest najlepszą wiadomością kończącej się fazy grupowej. Brazylia bez Neymara nie zawiodła, ale dzięki niemu Ancelotti zyskuje pełen wachlarz rozwiązań przed kluczową fazą turnieju.

    Reklama