Mundial potrafi zmieniać narracje szybciej niż jakikolwiek inny turniej. Kilka dni temu część zawodników była przedmiotem krytyki, niepokoju lub pytań o przyszłość. Dziś jedni śrubują rekordy, inni odzyskują zaufanie, a kolejni wracają do zdrowia.

    Messi.

    Przed mundialem w Argentynie dyskutowano o urazach mięśniowych Messiego. Po pierwszej kolejce rozmawiano o jego hat-tricku z Algierią. Po drugiej kolejce temat jest już tylko jeden – historia. W Buenos Aires wtorkowy poranek upłynął pod znakiem życzeń dla kapitana, który obchodził 39 urodziny. Telefé zachęcała kibiców do odśpiewania „Cumpleaños Feliz” o godzinie 10:00 i 22:00, a pod Obeliskiem już od świtu pojawiali się fani z flagami Albicelestes. Nawet prezydent Javier Milei postanowił publicznie złożyć życzenia swojemu kapitanowi.

    Reklama

    Poprawienie rekordu Miroslava Klosego nie wywołało w Argentynie takiej euforii, jak można było przypuszczać. Być może dlatego, że od kilku lat Messi przestał być postacią, którą należy rozliczać. Sam Klose nie tylko pogratulował Argentyńczykowi pobicia jego osiągnięcia, ale nazwał go „najlepszym piłkarzem wszechczasów” i przyznał, że od początku turnieju liczył właśnie na niego. Niemiecki „Bild” odnotował nawet dokładny moment „detronizacji” Klosego. Stało się to w poniedziałek, 22 czerwca 2026 roku o godzinie 19:39 czasu lokalnego.

    Leo Messi zdaje się nie przywiązywać do tego rekordu większej wagi. Po meczu z Austrią mówił przede wszystkim o zmarnowanym rzucie karnym i satysfakcji z awansu. W Argentynie natomiast coraz częściej pojawia się myśl, że kibice przestali odliczać dni do jego pożegnania. Zaczęli odliczać mecze, które jeszcze mogą obejrzeć.

    Ronaldo. Portugalia znów głośno zamilkła

    Portugalia jest krajem, który bardzo szybko zmienia narracje. Po remisie z Demokratyczną Republiką Konga dyskutowano o wieku Cristiano Ronaldo, jego ograniczeniach w pressingu i sensowności wystawiania go od pierwszej minuty. Kilka dni później temat praktycznie zniknął.

    Zwycięstwo 5:0 nad Uzbekistanem przyniosło Ronaldo nie tylko dwie bramki, ale także miano pierwszego piłkarza w historii, który strzelał gole podczas sześciu mundiali. Dodatkowo odebrał Eusebio rekord największej liczby portugalskich trafień na mistrzostwach świata. Rekord, który przetrwał sześć dekad.

    Najbardziej interesujące są jednak słowa samego Portugalczyka. Przyznał, że tydzień po meczu z Kongiem był jednym z najtrudniejszych momentów jego ostatnich lat w reprezentacji. Opisywał go jako „ciemny tydzień”, dodając, że miał wrażenie, jakby zakończył już karierę. Po spotkaniu z Uzbekistanem rzucił tylko krótkie: „I’m back”. To zdanie momentalnie obiegło portugalskie media.

    Modrić. Jeden z czterech

    W Chorwacji druga kolejka spotkań grupowych była opowieścią o liczbie 200. Luka Modrić został pierwszym Chorwatem i czwartym piłkarzem w historii męskiego futbolu, który osiągnął pułap dwustu występów reprezentacyjnych. Dalić pozwolił drużynie uczcić jubileusz, a koledzy wyszli w koszulkach z napisem Infinite Legacy. Sam Modrić, zgodnie z relacjami chorwackich mediów, wydawał się tym wszystkim bardziej zakłopotany niż wzruszony.

    Po katastrofalnym występie z Anglią mógł zostać jednym z głównych tematów krytyki. Tymczasem w Chorwacji dominuje zupełnie inna narracja. Jutarnji List pisał przed meczem z Panamą, że niezależnie od formy Modrić pozostaje „najważniejszym człowiekiem szatni”. Chorwaci oczekują od Luki obecności, a nie przywództwa przez 90 minut boiskowej batalii.

    Ochoa. Jeszcze jeden

    W Meksyku zaczyna dominować przekonanie, że Javier Aguirre powinien pozwolić Guillermo Ochoi wyjść na mecz z Czechami. Dla Ochoi byłby to występ symboliczny.  Zamykający sześć mundiali rozciągniętych na dwadzieścia lat kariery.

    Według ESPN sami zawodnicy reprezentacji popierają taki pomysł. Dla wielu młodszych piłkarzy Ochoa jest już bardziej mundialową legendą niż ich uczestnikiem. Może właśnie dlatego wszyscy chcieliby zobaczyć go jeszcze raz między słupkami.

    Manuel Neuer. Niemcy znów mają bramkarza

    Po meczu z Curaçao trudno było wyciągać daleko idące wnioski. Neuer wrócił do reprezentacji po niemal dwóch latach przerwy, ale przez większość spotkania był bardziej obserwatorem niż uczestnikiem wydarzeń. Jedyny celny strzał rywali zakończył się historyczną bramką Livano Comenencii i nie brakowało opinii, że prawdziwym egzaminem dla 40-letniego bramkarza będzie dopiero starcie z Wybrzeżem Kości Słoniowej.

    Egzamin został zdany.

    Niemieckie media po zwycięstwie 2:1 zwracały uwagę nie tyle na interwencje Neuera, a na sposób, w jaki funkcjonowała defensywa. „Bild” pisał o „spokoju, którego Niemcom brakowało od lat”, a „Kicker” podkreślał, że obecność Neuera pozwala stoperom ustawiać się wyżej i agresywniej doskakiwać do rywali. Julian Nagelsmann po meczu stwierdził nawet, że doświadczenie kapitana jest obecnie dla zespołu równie ważne jak forma Jamala Musiali czy Floriana Wirtza.

    Po dwóch kolejkach Niemcy mają komplet punktów, a pytanie o zasadność powrotu Neuera praktycznie zniknęło z przestrzeni medialnej. Przynajmniej do meczu z Ekwadorem.

    Neymar. Książe jest gotowy

    Jeszcze kilka dni temu Neymar był największą niewiadomą w obozie Canarinhos. Carlo Ancelotti codziennie odpowiadał na pytania dotyczące jego łydki, sztab medyczny ograniczał obciążenia, a brazylijskie media publikowały zdjęcia zawodnika wykonującego indywidualne ćwiczenia.

    Druga kolejka przyniosła jednak zmianę nastrojów.

    „Globo Esporte” informowało, że Neymar po raz pierwszy od przyjazdu do Stanów Zjednoczonych odbył pełną jednostkę treningową z zespołem. Według „UOL” podczas gier treningowych imponował świeżością, a Ancelotti miał nawet rozważać wystawienie go przeciwko Szkocji od pierwszej minuty. Sam szkoleniowiec tonował jednak oczekiwania, podkreślając, że najważniejsze jest uniknięcie nawrotu urazu.

    Najciekawsze jest jednak to, jak zmieniła się atmosfera wokół reprezentacji. Jeszcze tydzień temu Neymar był symbolem niedokończonej historii brazylijskiego futbolu. Dziś coraz częściej przedstawiany jest jako brakujący element układanki. Po zwycięstwie nad Haiti panuje przekonanie, że drużyna Ancelottiego może wejść w fazę pucharową z zawodnikiem, którego jeszcze kilka dni temu praktycznie skreślano.

    Neymar pozostaje powściągliwy w wypowiedziach. Ograniczył się do krótkiego wpisu w mediach społecznościowych: „Gratidão meu Deus 🙏🏼 feliz demais!!” – „Dziękuję Ci Boże. Tak bardzo szczęśliwy”.

    W Brazylii wystarczyło to, by przywrócić coś, czego tej reprezentacji od dawna brakowało. Entuzjazmu.

    Reklama