Hiszpańscy politycy „odbierają” Maroku organizację przyszłego mundialu
W Hiszpanii trwa dyskusja dotycząca przyszłości mundialu 2030, którego współgospodarzami mają być Hiszpania, Portugalia i Maroko. Jak podała hiszpańska Marca, prawicowa partia Vox złożyła w Kongresie projekt uchwały wzywający rząd do wystąpienia do FIFA z żądaniem wykluczenia Maroka z grona organizatorów turnieju. Ma to być odpowiedź na wydarzenia w Ceucie.
Zdaniem ugrupowania wspólna organizacja mistrzostw świata wymaga pełnego zaufania, stabilności i lojalnej współpracy między państwami. Vox przekonuje, że wydarzenia z końca lipca całkowicie zburzyły te fundamenty. Partia określa masowy napływ migrantów do Ceuty jako element „wojny hybrydowej”, twierdząc, że władze w Rabacie po raz kolejny wykorzystały migrację jako narzędzie nacisku na Hiszpanię. W ocenie polityków oznacza to, że Maroko nie jest wiarygodnym partnerem ani w relacjach międzypaństwowych, ani przy organizacji największego piłkarskiego turnieju świata.
W polityczną debatę włączyła się Izquierda Unida (Zjednoczona Lewica), która również uważa, że po ostatnich wydarzeniach Maroko nie daje wystarczających gwarancji do współorganizacji mundialu. Dodatkowym źródłem napięć stały się doniesienia brytyjskiego „The Times”, według których Gianni Infantino miał złożyć marokańskim władzom ofertę rozegrania finału mistrzostw świata właśnie w Maroku. FIFA stanowczo zaprzeczyła tym informacjom, jednak sama dyskusja pokazuje, że wokół organizacji mundialu coraz częściej ścierają się interesy polityczne i biznesowe, a nie wyłącznie argumenty sportowe czy infrastrukturalne.
Hiperkomercjalizacja pod płaszczykiem promocji futbolu na całym świecie
Gdzie się nie obejrzymy, tam polityka i biznes coraz mocniej przenikają się również w decyzjach dotyczących przyszłości mistrzostw świata. Jeszcze przed zakończeniem pierwszego mundialu z udziałem 48 reprezentacji Gianni Infantino zapowiedział, że FIFA jest gotowa rozpocząć dyskusję nad kolejnym rozszerzeniem turnieju – tym razem do 64 drużyn. Oficjalna narracja pozostaje niezmienna. Światowa federacja przekonuje, że chce dać większej liczbie państw szansę na udział w najważniejszej piłkarskiej imprezie globu i rozwijać futbol poza Europą oraz Ameryką Południową.
Za tymi argumentami kryje się jednak również rachunek ekonomiczny. Mundial jest najcenniejszym produktem FIFA i odpowiada za zdecydowaną większość jej przychodów. Większa liczba reprezentacji oznacza więcej spotkań, a więc także większe wpływy z praw telewizyjnych, sponsoringu, sprzedaży biletów, pakietów hospitality czy oficjalnych gadżetów. Już rozszerzenie turnieju do 48 uczestników zwiększyło liczbę meczów z 64 do 104 i pozwoliło znacząco podnieść prognozowane przychody federacji. Format z 64 drużynami oznaczałby kolejne dziesiątki spotkań i następne miliardy dolarów wpływów.
Rozszerzenie mundialu ma również wymiar polityczny. Każda z 211 federacji zrzeszonych w FIFA dysponuje jednym głosem podczas wyboru jej władz. Większy turniej premiuje przede wszystkim federacje z Afryki, Azji, Oceanii czy CONCACAF, które zyskują więcej miejsc na mundialu, większe premie finansowe i większe możliwości rozwoju. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że kolejne „innowacyjne” reformy Gianniego Infantino wzmacniają jednocześnie jego polityczne zaplecze.
Infantino chciał zarobić, Infantino może zaraz odejść
Za prezesem FIFA trudne tygodnie. Już podczas trwania mistrzostw nie miał najlepszej prasy, co jednak nie zrobiło na nim większego wrażenia. Przedobrzyć jednak nietrudno i nawet taką postać jak Infantino może czasem ponieść ułańska fantazja. I to przynajmniej o jeden most za daleko.
28 lipca Infantino ogłosił plan utworzenia spółki FIFA Forward Enterprise, do której miały trafić komercyjne prawa do mundialu, Klubowych Mistrzostw Świata oraz innych turniejów organizowanych przez FIFA, a także przyznać Infantino rolę komisarza po tym, jak skończy się jego kadencja w fotelu prezesa FIFA. Pomysł niespecjalnie spodobał się federacjom państwowym. Plan zakładał sprzedaż około 20 proc. udziałów prywatnym inwestorom za około 4,2 mld dolarów, co wyceniałoby całe przedsięwzięcie na blisko 20 mld dolarów. Wśród zainteresowanych inwestorów wymieniano amerykański fundusz Thrive Capital, związany z Joshuą Kushnerem (brat Jareda Kushnera – zięcia Donalda Trumpa).
Przedsięwzięcie natychmiast wywołało reakcję UEFA. Wszystkie 55 europejskich federacji jednogłośnie zagroziły bojkotem rozgrywek FIFA, jeśli organizacja dopuści prywatny kapitał do własności praw komercyjnych mundialu. Europejscy działacze podkreślili, że mistrzostwa świata są dobrem całego futbolu, a nie aktywem inwestycyjnym, którym można swobodnie handlować. Krytyczne stanowisko zajęły również Europejskie Ligi oraz związek zawodowy piłkarzy FIFPRO Europe.
Pod presją federacji i opinii publicznej Infantino wycofał projekt oraz przeprosił za sposób jego procedowania. Kryzys jednak nie minął. W UEFA coraz głośniej mówi się o utracie zaufania do prezesa FIFA, zleceniu niezależnej wyceny całego przedsięwzięcia oraz przygotowaniach do zmian we władzach światowej federacji. To największy konflikt pomiędzy FIFA i UEFA od wielu lat, który może zaważyć nie tylko na przyszłości samego Infantino, ale także na sposobie organizacji kolejnych mistrzostw świata.