Legia Warszawa pokonała Pogoń Szczecin w 1. kolejce PKO BP Ekstraklasy (1:0). Więcej niż o samym wyniku mówi się o kolejnym pudle Milety Rajovicia. Duńczyk zaliczył kolejny słaby występ.

    Legia wygrała, ale Rajović znowu spudłował

    Legia Warszawa rozpoczęła nowy sezon w PKO BP Ekstraklasie od szczęśliwego zwycięstwa. Komplet punktów w starciu z Pogonią Szczecin wyszarpali w doliczonym czasie gry, wygrywając (1:0). Decydującego gola strzelił debiutujący w stołecznym klubie Zoran Arsenić. Podopieczni Marka Papszuna mogli jednak dużo wcześniej zapewnić sobie triumf. Przeszkodził im jednak… Mileta Rajović.

    Reklama

    Napastnik Legii Warszawa ponownie zaliczył kilka poważnych wpadek. Najpierw uderzył na linii bramkowej piłkę ręką, a potem stanął na linii strzału, blokując uderzenie Łukasza Zjawińskiego, które prawdopodobnie wpadłoby do siatki. Nic więc dziwnego, że eksperci oraz kibice miażdżą go w mediach społecznościowych.

    Niesamowity jest ten Rajović. Najpierw 15 cm przed przed bramką przeciwnika kopie się piłką w rękę, a potem po strzale Zjawińskiego dotyka piłki będąc na spalonym co unieważnia gola. Co by chłopina nie zrobił to źle dla Legii. Mógłby strzelić gola bo trochę mi go żal – napisał Piotr Potępa.

    Zaczynam się zastanawiać czy Rajović nie robi sobie żartów. Nie można być aż tak nieudolnym – pisze Kamil Głębocki.

    Mileta Rajovic w polu karnym wygląda jakby był wiecznie zaskoczony. Do nauki gry głową Legia powinna zatrudnić doświadczonego trenera Bobo Kaczmarka-to ostatnia deska ratunku bo składanie się do strzału głową świadczy o ogromnych brakach technicznych napastnika Legii – komentuje Cezary Kucharski.

    Ja naprawdę podziwiam komentatorów, którzy nie potrafią w pełni wyrazić jak kurewsko nieskuteczny jest Rajovic. Trudno uwierzyć, że jeden sezon to za mało, aby zacząć trafiać do białego prostokąta z 3-4 metrów. Ja wiem, że psychika, że blokada, ale on naprawdę jest fatalny – pisze Damian Cyżak.

    Rajovic? No cóż… Nie jest jeszcze za późno gdzieś oddać chłopa do 1 ligi na pół roku i kogoś znaleźć na jego miejsce… – napisał Artur Banach.

    Czytaj także

    Reklama