Bez Fornalczyka
Najbardziej odczuwalna na obecną chwilę będzie prawdopodobnie absencja ulubieńca trybun Mariusza Fornalczyka. Dynamiczny skrzydłowy mimo nie najlepszych statystyk jest jednym z motorów napędowych łódzkiego klubu. W ostatnim spotkaniu z Górnikiem Zabrze, przy wykonywaniu sprintu doznał bolesnej kontuzji, która wykluczyła go z gry na wiele tygodni.
Dla trenera Mateusza Stolarskiego to poważny ubytek, ponieważ na ten moment Widzew nie słynie z nadmiaru skrzydłowych, którzy byliby w odpowiedniej formie. O ile na drugim skrzydle zaczął grywać Stipe Biuk, o tyle Darian Males dość niedawno wrócił po urazie. I nikt do końca nie wie na ile dobrze zastąpi Polaka.
Pewnym pocieszeniem może być fakt, że treningi wznowił Paulinho. Przypadek Brazylijczyka jest jednak marnym pocieszeniem, bo sam dyrektor sportowy klubu- Łukasz Masłowski nie jest zachwycony umiejętnościami piłkarza.
Szczerbaty środek pola
Na domiar złego kłopotów przybyło również w środku pola. O ile po kontuzji wrócił Juljan Shehu, a od dawna wiadomo że z gry są wyłączeniu Lukas Lerager oraz Szymon Czyż, to znowu z gry wypadł letni nabytek- Dani Silva.
Szkoleniowiec nie ma więc łatwego zadania i musi łatać kolejne dziury w składzie. Poza tym powracający Albańczyk daleki jest od swojej nominalnej formy choćby z jesieni poprzedniego sezonu, gdy wraz z Franem Alvarezem często strzelał ważne gole.
Co ze Świderskim?
Gdyby nieszczęść w Widzewie było zbyt mało, to do wspomnianych zawodników warto dopisać również Carlosa Isaaca i Mario Garcię. Tak, ich również brakuje. Prawdziwy ból głowy jednak sztab mógł mieć podczas meczu z Górnikiem, w którym boisko przedwcześnie musiał opuścić także Karol Świderski.
Wygląda jednak, że sytuacja została opanowana i na najbliższy mecz z GKS Katowice reprezentant kraju powinien być gotowy. Zapewne jednak w klubie wiedzą, że w przypadku Świderskiego mimo wszystko trzeba być czujnym, tak by sytuacja ze spotkania z zabrzanami się nie powtórzyła.
Liczba zawodników niezdolnych do gry wciąż jest i tak długa, a powroty Malesa, Shehu, Paulinho, Gazibegovicia czy Chenga to wciąż kropla w morzu widzewskich potrzeb.