Milowy krok do tyłu. Jak rekordowe wydatki przełożyły się na najsłabszą jesień od lat?
Wyniki Widzewa Łódź są alarmujące: zaledwie 6 wygranych i 17. pozycja w tabeli mówią same za siebie. Tym, co szczególnie niepokoi, jest nie tylko słaba forma, ale i struktura tych punktów – klub punkty zdobywał głównie w pojedynkach z drużynami z dołu tabeli. Atak działa nieskutecznie, o czym świadczy niski wskaźnik xG (1,59), a drużyna regularnie traciła punkty w końcówkach spotkań.
Paradoksalnie, mimo milionowych inwestycji w skład, klub w dużej mierze zdany jest na jedną osobę – Sebastiana Bergiera. Jego 10 goli w 16 meczach stanowi aż 37% wszystkich trafień zespołu w lidze, co w drastyczny sposób pokazuje brak zrównoważonej i przewidywalnej gry ofensywnej. Bez naprawy tych fundamentów – taktycznych i kadrowych – każda zmiana będzie jedynie kosmetyczna.
Między marzeniem a strefą spadkową. Czy nowe nabytki Widzewa ocalą proces?
Kim są nowi zawodnicy? Przemysław Wiśniewski – jeszcze niedawno pewny punkt reprezentacji Polski. Osman Bukari – najdroższy transfer w dziejach Widzewa. Oba nazwiska robią wrażenie. Problem w tym, że na papierze to wciąż tylko papier. A to zaledwie kilka z wielu nazwisk, które dołączyły do łódzkiego klubu.
Największe trudności wynikają z braku zgrania. Nowy skład potrzebuje czasu, a presja natychmiastowych wyników w tym nie pomaga. Warto przypomnieć sobie Chelsea. Klub przeszedł gruntowną przemianę, a wyniki na początku były katastrofalne – najgorsze od lat. Dopiero po czasie transfery zaczęły procentować.
Sprawdź również: Ekstraklasa – statystyki
Z podobnymi problemami mierzy się również Pogoń Szczecin, której gra nie napawa optymizmem. W tym aspekcie oba kluby mogą sobie podać rękę i wspólnie szukać rozwiązania problemu.
Zaufać, zwątpić, poczekać? Dylemat kibica Widzewa
Widzew ma rzeszę wiernych kibiców. Pamiętają czasy świetności, gdy klub należał do ligowej czołówki. Tamte lata dawno minęły, ale oczekiwania pozostały te same. Przed sezonem cele były ambitne. Klub miał walczyć o europejskie puchary. Nikt nie zakładał, że zamiast o puchary, będzie walczył o utrzymanie. To spore rozczarowanie.
Kibicom została już tylko wiara. Że te wszystkie miliony w końcu zaczną działać. I że nie przyjdzie im czekać latami.

