Aktualny mistrz Polski kontynuuje swoją oszczędną i rozsądną politykę transferową – bez szaleństw, ale z głową. Jagiellonia nie tylko utrzymała jakość, ale nawet się wzmocniła – i to bez wydawania fortuny. Minęło wystarczająco dużo czasu, by rzetelnie ocenić najnowszych zawodników zespołu.
Wypożyczenie Petra Kovacika dobiegło końca, a jego miejsce zajął Norbert Wojtuszek, wykupiony z Górnika Zabrze za zaledwie 75 tys. euro. 23-latek błyskawicznie odnalazł się w Białymstoku – od razu wskoczył do składu trenera Siemieńca i zostawił po sobie świetne wrażenie, zarówno w Ekstraklasie, jak i w europejskich pucharach.
Z klubu odszedł Nené – sprzedany za 400 tys. euro. Rozwiązano również kontrakt z Aurélienem Nguiambą, ale w jego miejsce pojawiło się solidne wzmocnienie: Leon Flach. Ten transfer odbił się echem – Amerykanin, wcześniej wyceniany na 3–4 mln euro, trafił do Jagiellonii za darmo. Z miejsca stał się ważnym elementem środka pola i prezentuje się co najmniej przyzwoicie.
Do Mlady Boleslav za 100 tys. euro sprzedano też Jetmira Halitiego. W jego miejsce Jagiellonia wypożyczyła Enzo Ebosse z Udinese – i to był strzał w dziesiątkę. Francuz świetnie prezentował się zwłaszcza w Lidze Konferencji, gdzie tworzył solidny duet z Mateuszem Skrzypczakiem.
Do zespołu dołączył również Edi Semedo – były piłkarz Radomiaka, obecnie zawodnik Arisu Limassol – ale póki co jego rola jest marginalna. Spędził na boisku zaledwie 143 minuty. Warto wspomnieć także o wypożyczeniu Marcina Listkowskiego do Zagłębia Lubin – pomocnik rundę wiosenną spędza już na Dolnym Śląsku.
Ocena transferowej postawy mistrzów Polski? Zdecydowanie na plus. Jagiellonia nie tylko utrzymała jakość, ale nawet się wzmocniła – i to bez wydawania fortuny.
