Gra w defensywie
Dziewięć straconych bramek. Nie jest to liczba porażająca, zwłaszcza mając na uwadze że pięć z nich padło w dwóch ostatnich meczach. Gdyby jednak nie znakomity Otto Hindrich, byłoby znacznie mniej kolorowo.
Tylko dzięki Rumunowi ekipa trenera Papszuna mogła wywalczyć w doliczonym czasie cztery punkty z Śląskiem i Motorem. W pozostałych starciach 24-latek także niejednokrotnie ratował skórę kolegom.
Wiele sytuacji dla rywali prokurują swoim nieudolnym zachowaniem obrońcy Legii. Rafał Augustyniak notował dobre występy, ale chyba pogrążył go „samobój” w Gliwicach. Tydzień później sprokurował karnego i stracił piłkę jako ostatni obrońca. Zoran Arsenić pokazał się z fatalnej strony w Lublinie, tracąc piłkę pod pressingiem we własnym polu karnym.
Aż do wtorku etatowy defensor stołecznej drużyny; Robert Deziel Junior – także zaczął prezentować się coraz bardziej przeciętnie. W meczu ze Śląskiem zanotował jednak lepszy występ, równoważąc razem z Kamilem Piątkowskim grę Augustyniaka.
Problemy w obronie ujawniły się najbardziej w ostatnich potyczkach, zarówno w lidze jak i w krajowym pucharze,.
Nie są to dobre wieści dla sztabu Legii. W klubie brakuje jakościowych zmienników. Możliwa jest sytuacja w której do defensywnej trójki przesunięty zostanie Ruben Vinagre czy nowo pozyskany Shinnosuke Fukuda. Na ławce zazwyczaj siedzieli tylko Arsenić i Reca. Ewentualny uraz lub słabszą dyspozycję trudno będzie zastąpić, by zachować i tak pogarszającą się jakość obrony.

Spadek intensywności po przerwie
To cecha wspólna wszystkich meczów rozegranych przez Legię w tym sezonie. W pierwszym (a często i kolejnym) kwadransie drugiej połowy Legioniści oddają inicjatywę przeciwnikowi, co potrafi rzutować na całe spotkanie.
Geneza tego problemu może mieć miejsce w taktyce Marka Papszuna. Za jego kadencji Raków Częstochowa także często wyczekiwał chwil zmęczenia i dekoncentracji przeciwnika. Różnica polega na tym, że Medaliki potrafiły ograniczyć dobre momenty rywala do prób stworzenia ataku pozycyjnego, a nie kreowania sytuacji bramkowych.
I choć rzeczywiście potrafi Legia w końcówce przebudzić się i strzela wtedy dużo goli, to martwi to jak wygląda oddanie inicjatywy po przerwie. Pojawia się dużo strat piłki, niedokładnych podań i ciężkiej do opisania „elektryczności”.
Prawdopodobnie jest to część procesu, jaki wdraża do drużyny trener Papszun. W takim przypadku bez wątpienia jest to element podlegający stałym modyfikacjom i dostosowaniu do piłkarzy grających w klubie.

Brak kreatywności
Nie ma aktualnie w stołecznej drużynie zawodnika potrafiącego samodzielnie wykreować sytuację bramkową. Czy to podaniem czy dryblingiem; piłkarza który robiłby to regularnie po prostu brak.
Pomocnicy Legii wykonują swoją pracę w sposób sumienny, ale brak im iskry która zmienia losy meczów. Wojskowi muszą przez to grać schematem, co po pewnym czasie staje się czytelne dla przeciwników.
Pewną nadzieje dał Michal Sevcik, który w ostatnim spotkaniu znakomicie odebrał piłkę i wypuścił Kuchtę na czystą pozycję. Nie wiadomo jednak, czy młody Czech będzie robił to bardziej regularnie. Jest to bowiem potrzebne od zaraz.
Na dłuższą metę Legia nie będzie mogła rywalizować o najwyższe cele, jeśli tej kreatywności będzie brakowało. Ta odpowiedzialność najprawdopodobniej spocznie na barkach Sevcika i Jakuba Żewłakowa. Niedobór tej cechy w zespole już teraz znacząco utrudnia konstruowanie akcji ofensywnych.
Czy Papszun poprawi te rzeczy?
Sztab Legii z pewnością zauważa te i wiele innych aspektów nad którymi trzeba popracować. W zamykającym się już okienku transferowym pozyskano ośmiu piłkarzy, którzy powinni profilowo pasować do układanki trenera.

Przed przerwą na reprezentację czekają Legionistów jeszcze dwa spotkania. Wojskowi zmierzą się u siebie z Widzewem, a następnie udadzą się na ciężki wyjazd do Białegostoku.
Trzytygodniowa przerwa od klubowej piłki będzie czasem wytężonej pracy w LTC. Stołeczna drużyna musi dobrze wykorzystać ten czas, bo w październiku czeka ją seria trudnych meczów. Od tego jak się w nich zaprezentuje może zależeć o co będzie w tym sezonie walczyć.