Rafał Mikulec wrócił pamięcią do jednego z najtrudniejszych momentów w swojej karierze. Obrońca Wisły Kraków w rozmowie z TVP Sport opowiedział o kulisach poważnej kontuzji oraz o tym, jak zachował się wobec niego klub w chwili, gdy przyszłość stała pod dużym znakiem zapytania.
Wisła Kraków wsparła zawodnika w najtrudniejszym momencie
Do dramatycznego urazu doszło w maju ubiegłego roku w barażowym meczu z Miedzią Legnica. Mikulec złamał obie kości podudzia, a pierwsze diagnozy mówiły nawet o rocznej przerwie. Sam zawodnik przyznaje, że wtedy w jego głowie pojawiły się najczarniejsze scenariusze.
– Szczerze mówiąc, myślałem, że to mój koniec w piłce. W szpitalu powiedzieli mi, że czeka mnie rok przerwy – powiedział Rafał Mikulec.
Rehabilitacja przebiegała jednak lepiej, niż początkowo zakładano. Obrońca wrócił do treningów szybciej i dziś jest coraz bliżej powrotu do gry.
– Z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej. Teraz robię już wszystko na treningu oprócz sparingów. To kwestia czasu, aż zagram w meczu – przyznał zawodnik Wisły.
Szczególnie mocno Mikulec podkreśla postawę klubu. Jak ujawnił, już kilka godzin po kontuzji otrzymał telefony od trenera i prezesa, a Jarosław Królewski osobiście odwiedził go w szpitalu.
– Prezes przyjechał od razu do szpitala i powiedział, że nie zostawią mnie na lodzie. Zaproponowali mi kontrakt, mimo że byłem po bardzo ciężkiej kontuzji – zdradził obrońca.
Piłkarz nie ma wątpliwości, że taki gest nie jest codziennością na zapleczu Ekstraklasy.
– Myślę, że żaden inny klub w 1. lidze nie zachowałby się w ten sposób – dodał Mikulec.
Dla zawodnika było to ogromne wsparcie psychiczne i jasny sygnał zaufania. Teraz chce jak najszybciej wrócić na boisko i odwdzięczyć się Wiśle Kraków dobrą grą.
