Jude Bellingham po meczu z AS Monaco odniósł się do głośnej celebracji po zdobyciu bramki. Anglik jasno dał do zrozumienia, że był to jego komentarz do plotek krążących na temat życia prywatnego.
Cieszynka Bellinghama była odpowiedzią na plotki
Real Madryt rozbił AS Monaco aż 6:1, a jednym z bohaterów spotkania był Jude Bellingham. Anglik zdobył gola, a jego radość po trafieniu natychmiast przykuła uwagę kibiców i mediów. Po meczu pomocnik Królewskich nie pozostawił wątpliwości, że gest miał konkretne znaczenie.
– Ludzie mówią wiele rzeczy. Dziś każdy może stanąć przed kamerą i powiedzieć, co chce, bez żadnych dowodów – powiedział Bellingham w rozmowie z TNT Sports.
Zawodnik Realu przyznał, że cieszynka była formą żartu i jednocześnie reakcją na doniesienia sugerujące, że zbyt często korzysta z nocnego życia w Madrycie.
– Są dwa wyjścia: możesz płakać, narzekać albo wysyłać prawników, albo po prostu to obrócić w żart i iść dalej – dodał Anglik.
Bellingham podkreślił również, że opinie z zewnątrz nie mają dla niego większego znaczenia, bo najlepiej zna samego siebie i swoje podejście do futbolu.
– To był mały żart w stronę kibiców i mediów. Oni mogą mówić, co chcą, ja wiem, jakie jest moje życie i co daję drużynie. To tylko szum, który nie ma znaczenia – zaznaczył.
Pomocnik Realu powoli odzyskuje formę po trudniejszym okresie i w tym sezonie ma już na koncie 10 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej w 25 występach. Wszystko wskazuje na to, że pod wodzą Alvara Arbeloi znów zaczyna odgrywać kluczową rolę w zespole.
