Niezwykle udana runda jesienna w wykonaniu płockiej Wisły to powód do dumy nie tylko dla kibiców, ale i również dla całego klubu. Każdy bowiem dołożył mniejszą bądź większą cegiełkę do tego, co by nie mówić, mini sukcesu.
W Płocku przed obecnym sezonem mało kto spodziewał się takiego wyniku. Rezultat Nafciarzy to w pewnym sensie suma problemów przeciwników, szczęścia, ale i w dużej mierze bardzo dojrzałej grze defensywnej. Zima jest czasem, w którym jadący przed siebie zespół nie tyle co musi zatankować, ale zaplanować na jak długą trasę tego paliwa potrzebuje.
Szczelna jak Wisła Płock
Pierwsze co rzuca się w oczy w przypadku płocczan, to wspomniana już wyżej solidna gra w defensywie całej drużyny. Jest to fundament do osiągania dobrych rezultatów. Sprowadzenie w letnim okresie przygotowawczym Marcina Kamińskiego było udanym ruchem transferowym. Defensor całe zebrane doświadczenie z niemieckich boisk przywiózł do Polski i w jakimś stopniu ułatwił wcielenie idei na grę Wisły przez Mariusza Misiurę.
Jest to jednak tylko jeden z wielu czynników, który wpływa na tak solidną obronę Wisły Płock. Bo ta jesienią nie postanowiła postawić tamy pod nazwą Marcin Kamiński, a prawdziwy wał przeciwpowodziowy. Beniaminek w tym sezonie dał sobie wbić więcej niż jeden gol raz w sezonie! W meczu pucharowym z GKS Katowice przeciwnik zdobył aż 4 gole, ale potrzebował na to aż dogrywki. Fakty są więc takie, że Nafciarze spośród wszystkich drużyn ekstraklasy tych goli traci najmniej, dla zobrazowania połowę tego co drugi zespół w tabeli.
Przemyślane transfery
Lato w Płocku zostało rzetelnie przepracowane. Dyrektor sportowy Radosław Kucharski zrobił kawał solidnej roboty. Jego przyjście już na początku lipca zwiastowało pewne zmiany, które musiały zajść by Wisła tuż po awansie nie musiała się martwić o utrzymanie. Szybko zakasał rękawy i pościągał zawodników nie musząc płacić klauzuli odstępnego. Na wspomnianym Marcinie Kamińskim karuzela transferowa nie stanęła, więc warto wspomnieć również o kilku innych zawodnikach.
Między słupkami postawiono na Rafała Leszczyńskiego, którego sprowadzenie ze Śląska Wrocław nie było zbyt kosztowne. 33- latek szybko wygrał rywalizację o miejsce w bramce Wisły Płock i dotychczas tylko udowadniał, że ten ruch był strzałem w dziesiątkę. Ciekawym posunięciem było również sprowadzenie z Górnika Zabrze- Wiktora Nowaka. Perspektywiczny Polak zbiera bardzo dobre recenzje i w dużym stopniu również decyduje o sile zespołu. Poza tym Nafciarzy wzmocniło wielu obcokrajowców, którzy odgrywają mniejsze bądź większe role. Quentin Leqoeuche czy Zan Rogelj, to także nazwiska które warto chyba zapamiętać.
Ważną jednak kwestią będzie tegoroczna zima. W klubie już trwają prace nad wzmocnieniami, bo jedno to obrona, a drugie to atak. Wydaje się, że bez poważniejszych wzmocnień, Nafciarzom może zabraknąć po prostu paliwa podczas tego wyścigu o…chyba puchary.
Sekulski i kto dalej?
Dziś Wisła Płock w przodzie to głównie 35- letni Łukasz Sekulski. Doświadczony napastnik wywiązuje się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Jest najskuteczniejszym napastnikiem płocczan. W bieżących rozgrywkach ma na swoim koncie osiem trafień, co w klasyfikacji strzelców pozwala mu zająć 7. miejsce. Problemem jest jednak to, że wśród kolegów z zespołu próżno szukać kogoś równie skutecznego bądź skuteczniejszego.
Zapewne zimowa przerwa będzie służyć Nafciarzom w znalezieniu odpowiedniego kandydata, który nieco odciąży Sekulskiego. A może sam trener Misiura z dostępnych sobie zawodników wynajdzie kogoś, kto zacznie te gol również zdobywać. Chcąc się załapać choćby na puchary płocczanie będą potrzebowali więcej takich zawodników, którzy będą wpisywać się na listę strzelców.
