Czesław Michniewicz po raz pierwszy od dawna wrócił publicznie do afery premiowej z czasu mistrzostw świata w Katarze. Były selekcjoner reprezentacji Polski opowiedział o kulisach tamtych wydarzeń w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem na antenie RMF FM. Jak podkreślił, temat pieniędzy całkowicie przykrył sportowy sukces kadry i w dużej mierze zaważył na jego dalszym losie.
– My ręki do premiera po premię nie wyciągaliśmy. To nie był nasz pomysł. To był pomysł premiera – powiedział Czesław Michniewicz.
Były selekcjoner zaznaczył, że ani piłkarze, ani sztab szkoleniowy nie zabiegali o publiczne środki. Według niego narracja, która narosła wokół premii, była krzywdząca i oderwana od faktów. Michniewicz ujawnił też, że po decyzji PZPN o nieprzedłużeniu kontraktu otrzymał telefon od Mateusza Morawieckiego.
– Premier dzwonił do mnie, gdy okazało się, że kontrakt nie zostanie przedłużony. Przepraszał mnie za całe to zamieszanie i przyznał, że ta sytuacja wpłynęła negatywnie na wszystko – relacjonował.
Zdaniem byłego selekcjonera afera premiowa miała bezpośredni wpływ na jego zwolnienie, mimo że sportowo reprezentacja zrealizowała cel, wychodząc z grupy mundialu po raz pierwszy od 36 lat.
– Myślę, że w dużej mierze przez tę premię straciłem pracę. Wyniki na to nie wskazywały. O stylu zawsze rozmawiają przegrani, a my cel osiągnęliśmy – dodał Michniewicz.
Były selekcjoner podkreślił, że przez trzy tygodnie turnieju reprezentacja funkcjonowała dobrze, a atmosfera w drużynie była bardzo dobra. Całość została jednak sprowadzona do jednego tematu, który zdominował przekaz medialny i opinię publiczną.
