Krajewski przed najważniejszą decyzją
Najbardziej oczywistym przypadkiem jest Marcel Krajewski. Kontrakt 21-letniego prawego obrońcy obowiązuje tylko do 30 czerwca 2027 roku. Jeżeli Widzew nie zdecyduje się na jego przedłużenie, zimowe okno będzie ostatnią realną okazją, aby uzyskać za zawodnika odstępne.
Krajewski rozegrał w tym sezonie 735 minut w Ekstraklasie, osiem razy rozpoczynając spotkania w podstawowym składzie. W dwóch ostatnich kolejkach jego sytuacja zaczęła się jednak zmieniać – z Piastem dostał 17 minut, natomiast spotkanie z Wisłą Kraków spędził na ławce.
Do tego zwiększa się konkurencja na prawej obronie. Do dyspozycji jest Jusuf Gazibegović, a po problemach zdrowotnych ma wracać Carlos Isaac.
Łukasz Masłowski przyznał jednak otwarcie, że żadna decyzja jeszcze nie zapadła. Widzew nie wie, czy wykupi Gazibegovicia, przedłuży kontrakt Krajewskiego ani jak po kontuzji będzie wyglądał Isaac.
To sprawia, że przypadek Krajewskiego jest prosty przede wszystkim od strony kontraktowej: jeżeli nie będzie porozumienia w sprawie nowej umowy, sprawdzenie zainteresowania rynku zimą byłoby logiczne.
Czytaj także
Christopher Cheng musi odzyskać miejsce w hierarchii
Inaczej wygląda sytuacja Christophera Chenga. Norweg ma długą umowę, obowiązującą do czerwca 2029 roku, więc Widzew nie znajduje się pod presją kontraktową. Problemem jest jego obecna rola.
Cheng uzbierał w Ekstraklasie tylko 156 minut, a oba występy w pierwszym składzie zanotował jeszcze na początku sezonu.
Szczególnie interesujący był mecz z Wisłą. Pod nieobecność Mario Garcíi na lewej obronie wystąpił nominalny środkowy defensor Steve Kapuadi, podczas gdy Cheng pozostał na ławce.
Nie można jednak wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków. Cheng sam miał problemy zdrowotne, dlatego sztab powinien najpierw zobaczyć go przez dłuższy okres w pełnej dyspozycji.
Jeżeli jednak do końca rundy jego pozycja się nie zmieni, Widzew może zastanowić się, czy trzymanie zawodnika z kilkuletnim kontraktem i marginalną rolą rzeczywiście ma sens.
Co z Sebastianem Bergierem?
Trzecim nazwiskiem jest Sebastian Bergier, choć tutaj argumenty za sprzedażą są zdecydowanie słabsze.
Widzew ma obecnie trzech napastników walczących o jedno miejsce. Łukasz Masłowski sam zwrócił uwagę, że dopiero z czasem będzie można określić hierarchię tej trójki.
Bergier rozegrał 503 minuty ligowe. Ma dwa gole, z czego jeden z rzutu karnego. Jego npxG wynosi około 0,35 na 90 minut, a napastnik oddaje średnio 3,04 strzału na pełne spotkanie.
Co ciekawe, notuje więcej strzałów i kontaktów w polu karnym rywala na 90 minut niż Karol Świderski. To istotny argument przeciwko zbyt szybkiemu skreślaniu 26-latka.
Tym bardziej że w poprzednim sezonie Bergier zdobył 14 ligowych bramek.
Jego kontrakt obowiązuje aż do czerwca 2029 roku. Nie ma więc żadnej presji na natychmiastową sprzedaż. Taki ruch zacząłby mieć sens dopiero w sytuacji, gdy Świderski zostanie bezdyskusyjnym numerem jeden, a Ioan Vermesan udowodni, że może być jego pełnoprawnym zmiennikiem.
Widzew nie chce kolejnej rewolucji
Ważny jest przy tym szerszy kontekst. Masłowski jasno zapowiedział, że Widzew nie zamierza zimą ponownie przebudowywać połowy kadry.
– Nie będzie żadnej rewolucji – podkreślił dyrektor sportowy.
To oznacza, że potencjalne odejścia powinny wynikać raczej z konkretnych decyzji dotyczących roli i kontraktu poszczególnych zawodników.
Najbardziej pilna wydaje się sprawa Krajewskiego. Tutaj upływający kontrakt zmusza Widzew do odpowiedzi na pytanie: przedłużenie czy próba sprzedaży zimą?
Cheng powinien najpierw dostać możliwość odbudowania swojej pozycji po problemach zdrowotnych, natomiast przy Bergierze wiele zależy od tego, jak do końca jesieni ułoży się hierarchia napastników.
Zamiast wielkiej wyprzedaży Widzew może więc stanąć zimą przed trzema indywidualnymi decyzjami. I każda z nich będzie miała zupełnie inne uzasadnienie.