Biedrzycki bez ani jednej minuty w lidze
Najwięcej znaków zapytania pojawia się przy Wiktorze Biedrzyckim.
Środkowy obrońca w sezonie 2026/27 nie rozegrał jeszcze ani minuty w Ekstraklasie. Pełne 90 minut dostał jedynie w Pucharze Polski.
Hierarchia Mariusza Jopa jest czytelna. Alan Uryga uzbierał 990 minut ligowych, Darijo Grujčić 612, a Maxence Maisonneuve 378. Biedrzycki pozostaje za nimi.
Jego sytuacja robi się jeszcze ciekawsza ze względu na kontrakt. Umowa obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku, choć Wisła posiada możliwość przedłużenia jej o kolejny sezon.
Jeżeli do zimy rola 28-latka się nie zmieni, klub będzie musiał zdecydować, czy nadal widzi dla niego miejsce w zespole. W przeciwnym razie styczeń może być dobrym momentem na sprawdzenie zainteresowania innych drużyn.
Sprzedaż nie powinna jednak odbywać się za wszelką cenę. Szczególnie gdyby równocześnie klub zdecydował się wypożyczyć Mariusza Kutwę. Wtedy głębia na środku obrony szybko stałaby się znacznie mniejsza.
Czytaj także
Marc Carbó również gra niewiele
Drugim piłkarzem, którego sytuacja wymaga obserwacji, jest Marc Carbó.
Hiszpan zaliczył dotychczas 58 minut w czterech spotkaniach Ekstraklasy. Dla porównania Kacper Duda ma 922 minuty, a James Igbekeme 723.
Carbó pozostaje częścią rotacji – w ostatnim spotkaniu z Widzewem dostał 18 minut – ale jego rola jest zdecydowanie mniejsza niż w poprzednich okresach.
Umowa pomocnika obowiązuje do czerwca 2027 roku z możliwością przedłużenia o kolejnych 12 miesięcy.
Dużo może zależeć od Víctora Meseguera. Hiszpan został sprowadzony do Krakowa jako kolejna opcja w środku pola, ale na razie sam rozegrał zaledwie 27 minut w lidze. Dopóki nie pokaże, że jest gotowy do regularnej gry, pozbywanie się Carbó byłoby ryzykowne.
Jeżeli jednak Meseguer wywalczy większą rolę, a układ środka pola pozostanie podobny, zimą może pojawić się pytanie o sens dalszego utrzymywania Carbó jako głębokiego rezerwowego.
Inna sytuacja Bartosza Jarocha
Przypadku Bartosza Jarocha nie należy wrzucać do jednego worka z Biedrzyckim i Carbó.
Jego kontrakt obowiązuje tylko do 31 grudnia 2026 roku. Jeżeli nie zostanie ponownie przedłużony, zawodnik wraz z początkiem stycznia po prostu przestanie być piłkarzem Wisły.
Do tego brak minut Jarocha ma zupełnie inne podłoże. Obrońca wracał po poważnym urazie – zerwaniu więzadeł w kolanie.
Wisła musi więc zdecydować przede wszystkim, czy po rehabilitacji nadal widzi dla 31-latka konkretną rolę sportową. Nie jest to typowy przypadek zawodnika przegrywającego rywalizację i przeznaczonego do sprzedaży.
Co z Kutwą i Mikulcem?
Mariusz Kutwa również nie dostał jeszcze minut w Ekstraklasie, ale w jego przypadku bardziej logicznym rozwiązaniem od sprzedaży wydaje się wypożyczenie.
22-latek potrzebuje przede wszystkim regularnej gry. Jego obecna umowa obowiązuje do czerwca 2027 roku, a pojawiły się już informacje o negocjacjach dotyczących nowego kontraktu. Najpierw Wisła powinna więc zabezpieczyć jego przyszłość, a dopiero później zastanawiać się nad czasowym odejściem.
Inaczej wygląda sytuacja Rafała Mikulca. Choć uzbierał tylko 74 minuty ligowe, pozostaje zabezpieczeniem obu boków defensywy. Przy Jakubie Krzyżanowskim, który rozegrał aż 989 z możliwych 990 minut, dodatkowa opcja na tej pozycji ma konkretną wartość.
Najbliższe tygodnie powinny zatem wyjaśnić kilka różnych spraw. W przypadku Biedrzyckiego kluczowa będzie jego pozycja w hierarchii stoperów, przy Carbó – rozwój sytuacji w środku pola, przy Jarochu – decyzja kontraktowa, a przy Kutwie przede wszystkim plan dalszego rozwoju.
Wisła nie musi przeprowadzać zimą dużej czystki. Ma jednak kilka przypadków, których przed otwarciem okna transferowego nie powinna zostawiać bez rozstrzygnięcia.