Liverpool wygra Ligę Mistrzów i oto 6 powodów dlaczego [KOMENTARZ]

To już jutro! Oczy całego piłkarskiego świata będą zwrócone Stade de France w Paryżu, gdzie odbędzie się wielki finał Ligi Mistrzów. Kto będzie górą w tym spotkaniu? Nie ukrywam, że moja sympatia do „the Reds” jest ogromna i liczę, że to Liverpool podniesie swój 7. Puchar Europy. Nie jest to też jakieś szalone marzenie. W moim odczuciu to ekipa Jurgena Kloppa jest faworytem w starciu z Realem Madryt. Dlaczego? Zapraszam do lektury!

REKLAMA

1. Zemsta za Kijów

Gdy Liverpool wyeliminował Villarreal w półfinale tegorocznych rozgrywek, Mohamed Salah w wywiadzie pomeczowym został zapytany o to z kim chciałby zmierzyć się w finałowym spotkaniu. Odpowiedział w następujący sposób.:

REKLAMA

–”Szczerze mówiąc, chcę zagrać z Realem Madryt. City to dobra drużyna, rozegraliśmy przeciwko niej wiele meczów w tym sezonie. Chcę zmierzyć się z Realem, ponieważ przegraliśmy z nim w jednym z finałów [w 2018 roku]. Tym razem chciałbym się zrewanżować” – odpowiedział 29-latek.

Chęć rewanżu w zespole Liverpoolu (a zwłaszcza u Mo Salaha) jest ogromna. Wszyscy pamiętamy, jak pechowe dla Liverpoolu było tamte starcie. Trzon zespołu pozostał wciąż ten sam, a zemsta to przecież danie które smakuje najlepiej na zimno…

Liverpool

2. Kompletna pomoc

Jeszcze parę dni temu wydawało się, że „Czerwoni” podczas finałowego meczu zmuszeni będą radzić sobie bez dwóch filarów w pomocy, a mianowicie Thiago Alcantary oraz Fabinho. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna i zarówno Brazylijczyk jak i Hiszpan wydają się zdolni do gry. Czy obu zobaczymy w wyjściowym składzie? Jest to całkiem prawdopodobne.

3. Liverpool: obrona

Wszyscy pamiętamy, jakie ogromne problemy miał Liverpool w zeszłym sezonie, gdy jego obrona była zdziesiątkowana. Jednak to wszystko jest już przeszłością, a zasieki defensywne Liverpoolu w tym sezonie funkcjonują wyśmienicie. Zaledwie 26 straconych goli w tym sezonie Premier League oraz zachowane 21 czystych kont po prostu musi robić wrażenie.

Trent Alexander Arnold wbrew wielu opiniom niedzielnych fanów wygląda bardzo pewnie w obronie i nie przypomina już tego zagubionego chłopca w obronie sprzed paru lat. Andy Robertson praktycznie od początku przygody z drużyną z Anfield nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Na środku obrony pewniakiem do gry jest Virgil van Dijk, który przez cały sezon spisuje się fenomenalnie i nikt już nie pamięta o jego zerwanych więzadłach. Jednak wciąż nie wiemy, kto zagra obok Holendra. Czy będzie to Ibrahima Konate, który dostawał dużo szans w spotkaniach pucharowych, czy dużo bezpieczniejsza i doświadczona opcja Joel Matip.

REKLAMA

Myślę że duży wpływ na to będzie miała taktyka, jeśli linia obrony ustawiona będzie wysoko, to dużo lepszą opcją wydaje się Francuz, który będzie w stanie dogonić Viniciusa czy Benzemę, jeśli nie to dobrze rozgrywający piłkę Kameruńczyk.

4. Siła rażenia

Mo Salah, Sadio Mane, Luis Diaz, Roberto Firmino oraz Diogo Jota, jest to piątka ofensywnych piłkarzy, której Liverpoolowi pozazdrościć może praktycznie cały piłkarski świat. W odróżnieniu do Realu, Liverpool nie jest uzależniony od dwóch piłkarzy w ofensywie, których nie ma jak zastąpić. Szeroki wachlarz możliwości w ataku może być kluczowym do tego, aby sforsować dobrze funkcjonującą defensywę Realu Madryt. Nie można tu także zapomnieć o bocznych obrońcach Liverpoolu, wszyscy doskonale wiemy, jak groźne potrafią być zagrania Alexandra Arnolda i Robertsona.

5. Liverpool będący w ciągłym rytmie meczowym

Liverpool przez ostatnie tygodnie wciąż grał o najwyższe cele i był w rytmie meczowym z powodu walki o zwycięstwo w Premier League i FA Cup. „Królewscy” za to już kilka kolejek przed końcem sezonu zapewnili sobie mistrzostwo Hiszpanii i Carlo Ancelotti mógł mocno rotować piłkarzami. Takie rozluźnienie niekoniecznie musi być dobre przed najważniejszym meczem sezonu, chociaż pozwoliło to uniknąć urazów u najważniejszych piłkarzów.

6. Doświadczenie

Wbrew pozorom to pierwsza jedenastka Liverpoolu ma większe doświadczenie w Lidze Mistrzów niż ta z Madrytu. Ferland Mendy, Nacho Fernandez, Eder Militao, Vinicius, Valverde, Rodrygo, Camavinga to piłkarze, którzy nie mają za sobą gry w finałach LM, albo mają w nich znikome doświadczenie. Nie zaprzeczam jakoby trio CKM, Benzema i Courtois nie posiadali olbrzymich doświadczeń w meczach finałowych, jednak pozostałej części zespołu może tego zabraknąć w kluczowych momentach. Sytuacja wygląda inaczej w Liverpoolu, gdzie w wyjściowym składzie drużyny Jurgena Kloppa będzie najpewniej 10 piłkarzy, którzy zasmakowali zwycięstwa w tych rozgrywkach.

Adam

Ogromny kibic piłki nożnej. Fan Liverpoolu jak i całej Premier League. Lubię także oglądać mecze Ekstraklasy, zwłaszcza jednego z czołowych polskich klubów, a także starcia w Lidze Mistrzów. Główny administrator fanpage'a "Opinie piłkarskie".