Haaland mógł grać w Juventusie

Krótka historia tego, jak Bianconeri mogli za bezcen zagarnąć jeden z największych talentów europejskiej piłki. Nie zawsze chłodne kalkulowanie wychodzi klubom na dobre. Ta historia pokazuje, że czasem warto zaryzykować i wydać kilka milionów euro na piłkarza, który nie zabłysnął jeszcze przed szerszą publicznością.



Cofnijmy się do roku 2017, wtedy rozgrywa się historia dotycząca przenosin norweskiego diamentu do Bianconerich. Pośrednik w transferach piłkarzy Lodovico Spinosi, za zgodą Tore Andre Pedersena, byłego reprezentanta Norwegii i doradcy rodziny Haalandów oferuje młodego gracza włoskim klubom.

Podrzuca pomysł kupna Norwega Interowi, Romie i Juventusowi. Na jedyny podatny grunt rafia w Turynie. Mam dla was świetnego napastnika: dużo strzela i cieszy się grą, a choć ma dopiero 16 lat, nie czuje presji i występuje w pierwszej drużynie – tak opisuje Haalanda Spinosi. Odpowiedzialny za młodych zawodników Juventusu Federico Cherubini, ogląda kilka nagrań z młodym Norwegiem w roli głównej i momentalnie się w nim zakochuje. Skauci Bianconerich jednogłośnie opowiadają się za ściągnięciem chłopaka. Cherubini wsiada do samolotu i leci negocjować z włodarzami Molde FK.  



Po wielu różnych spotkaniach, wymianie wiadomości, telefonów oraz rozmów na WhatsAppie Juventus organizuje wizytę zawodnika w Turynie. Haaland zwiedza centrum szkoleniowe, boiska treningowe i całą infrastrukturę, ogląda też na żywo mecz z Interem na Allianz Stadium. Młody Norweg, któremu towarzyszy ojciec i brat, przekonują się, że ten kierunek jest dla niego właściwy, jednak proszą o odłożenie transferu do czerwca.

Plan Juventusu zakłada, że piłkarz będzie trenował z pierwszą drużyną, by później dołączyć do zespołu do lat 23, po czym Allegri miałby zadecydować o jego debiucie z dorosłą ekipą. Bianconeri potrzebowali jeszcze porozumienia między klubami. Molde FK żądało 5 milionów euro. Szefowie Juventusu nie zamierzali inwestować takich pieniędzy w piłkarza, który nie był jeszcze nawet pełnoletni. Targu można było dobić na innych warunkach. Zapłacić z góry 1,8 miliona euro, a resztę kwoty zapisać jako bonusy, uzależnione od występów Haalanda w pierwszej drużynie. Ta formuła przekonałaby norweski klub do sprzedaży zawodnika.

Ostatecznie Juventus zrezygnował z transferu wyłącznie ze względów budżetowych. Inwestycja wydawała się zbyt kosztowna i nie została zatwierdzona. Stało się tak również ze względu na to, że cała machina finansowa w Turynie była skupiona na sprowadzeniu Cristiano Ronaldo.

Ta historia jest w całości zaczerpnięta z książki pod tytułem „Grand Hotel Calciomercato” Gianluki Di Marzio. Dla każdej osoby, która fascynuje się transferami piłkarzy i niesamowitymi historiami związanymi z nimi, to lektura obowiązkowa. Włoski dziennikarz ukazuje w niej całą masę bardzo ciekawych, śmiesznych i niebywałych anegdot, dotyczących zawirowań na rynku transferowym. Polecam!

Autor: Jakub Kordek