Jak Getafe wróciło do przeciętności?

W momencie, gdy cały świat nawiedziła pandemia, ludzie bali się o swoje zdrowie i życie, Getafe przeżywało swój najlepszy moment w historii. Zespół prowadzony wtedy przez Jose Bordalasa do końca sezonu ligowego grał o europejskie puchary, i to drugi rok z rzędu. Przegrali w 1/8 Ligi Europy z Interem, późniejszym finalistą rozgrywek.



Nigdy nie grali ładnie. Nie byli zespołem, który oglądało się z zachwytem, ale z ciekawości. Pokonywali największych w Hiszpanii, bili się o najwyższe cele w La Liga, a teraz wrócili do tego, co jeszcze nie dawno mieli, czyli zmartwienie czy nie spadną. W zeszłym sezonie zajęli 15 miejsce w lidze, tylko 4 punkty nad strefą spadkową. Zawodnicy potrafili otwarcie krytykować Jose Bordalasa, twierdząc że jego metody są aż nadto uciążliwe w dłuższej perspektywie. Potrafił przykładowo na danego gracza nałożyć sporą karę finansową, za nie wielki wzrost wagi.

Z końcem roku podziękowano trenerowi, który nie jest jedynym winnym sytuacji w Getafe, choć samemu sobie nie pomagał konfliktami z innymi szkoleniowcami w La Liga i wspomnianą upartością w metodach pracy. Julen Lopetegui potrafił ponoć używać słów uznawanych za obraźliwe względem obecnego trenera Valencii, choć nie są to oficjalne informacje. Cała sytuacja w klubie nie jest jednak wyłącznie jego winą. Zarząd również potrafił nie pomagać mu w rozwoju całego projektu. Gdy ten chciał lepszych transferów, słyszał że trzeba było awansować po raz kolejny do europejskich pucharów. Z czasem podziękowano Jorge Molinie, a już po odejściu szkoleniowca do Brighton dołączył Marc Cucurella. W zamian przybyli zawodnicy, którzy zawsze gdzieś się odbili, lub już swój najlepszy moment mieli za sobą – jak Carles Alena, Enes Unal czy Vitolo. To jeden z kilku przykładów negocjacji na linii Bordalas – zarząd.



Efekt jest taki, że Getafe zatrudniło trenera, który największe sukcesy osiągał w Atletico, ale jak wiadomo nie był tam twarzą projektu. W ostatnim czasie pracował choćby w Espanyolu, gdzie pomimo tego, że nie pracował z zespołem cały sezon, potrafił awansować do Ligi Europy. Teraz Quique Sanchez Flores ma początek gorszy, niż Bordalas koniec tamtego sezonu. Obecnie są w strefie spadkowej, ale może tak jak w stolicy Katalonii, tak i w tym wypadku powinien dostać czas na podniesienie zespołu. Szkoda, że tak potoczyła się historia klubu, który ogrywał Ajax Erika ten Haga i mijał się o włos z Ligą Mistrzów.

Autor tekstu: Krystian Kwiecień