Josue, czyli nadzieja Legii na lepsze jutro

Josue, czyli filar, lider, gwiazda, wirtuoz, i przede wszystkim nadzieja Legii na utrzymanie i lepszą grę. Josue ciągnie ten zespół za uszy, robiąc co tylko może. Szczególnie w lutym grał świetnie. Portugalczyk to jeden z najlepszych transferów byłego dyrektora sportowego Legii — Radosława Kucharskiego, który odszedł z klubu pod koniec grudnia ubiegłego roku. Sprowadzony za darmo, gra genialnie i można jeszcze na nim zarobić (mimo jego wieku – 31lat).

Trudne początki z przebłyskami

Początki w Legii były dla Portugalczyka naprawdę trudne. Dołączył do 16-krotnego Mistrza Polski w trakcie okresu przygotowawczego, przez co nie był odpowiednio przygotowany fizycznie do pierwszej części sezonu. Zdarzały mu się słabe występy np. w spotkaniu z Napoli, kiedy sprokurował dwa rzuty karne. W tym jeden kuriozalny po próbie wykopu piłki przewrotką, gdzie zamiast w piłkę trafił w Matteo Politano. Miał również przebłyski, w których wyglądał, jak „pan piłkarz”, chociażby mecz z Leicester, gdzie rządził i dzielił środkiem pola popularnych „Lisów” lub spotkanie z Lechem Poznań, czy z Zagłębiem Lubin.

Genialna runda wiosenna

Jak na razie Portugalczyk wygląda na wiosnę znakomicie. W każdym meczu stwarza po kilka, a w niektórych kilkanaście okazji do strzelenia gola. Rozgrywa, stwarza, podaje. W skrócie robi niesamowite rzeczy z piłką przy nodze. Potwierdzeniem tego może być asysta z meczu przeciwko Zagłębiu Lubin. Najpierw w banalny sposób lekkim zamarkowaniem podania ograł Šćekicia, a następnie zagrał odchodzącą, precyzyjną, z rotacją piłkę do Macieja Rosołka — tak można określić asystę idealną. Łącznie w czterech meczach po przerwie zimowej 31-latek strzelił jedną bramkę i zanotował trzy asysty. Josue mógłby w tym sezonie mieć spokojnie 20 – 25 asyst. Prawie w każdym spotkaniu jest „okradany” z tych statystyk przez swoich kolegów z drużyny. Josue wyróżnia się zdecydowanie swoją techniką, o której można powiedzieć, że jest najlepsza w Ekstraklasie.