Pożar ugaszony. Jak wyglądał problem z właścicielem Salernitany?

Niecałą godzinę drogi od Neapolu, znajduje się miasto, które czekało na powrót do Serie A od 1998 roku. Salerno, bo o nim mowa przebyło długą drogę by w ogóle móc realnie marzyć najpierw o awansie do elity, a następnie by śnić o tym, żeby w tej lidze zostać.

REKLAMA

Gdy kończył się ubiegły sezon, 25 czerwca Claudio Lotito wraz ze swoim wspólnikiem Mezzaromą miał wyznaczony termin od FIGC (z wł. Federazione Italiana Giuoco Calcio). Do tego czasu miał znaleźć nowego właściciela dla Salernitany. Dlaczego musiał to zrobić? Przepisy włoskiej federacji oraz FIFA zabraniają posiadania dwóch zespołów w Serie A, a Pan Lotito posiada Lazio. Chętni na zakup klubu z Salerno nie mogli być powiązani z byłym bossem. Przedsiębiorca miał 30 dni na sprzedaż klubu od końca baraży o awans do Serie A. Początkowo był problem, ponieważ główny kandydat do objęcia posady ma bliskie relacje z Claudio, lecz po kilkunastu dniach ludzie sterujący FIGC dali się przekonać. Gabriele Gravina, czyli prezes włoskiego związku piłki nożnej ostrzegł, że jeśli do końca 2021 roku klub nie znajdzie kogoś na stałe, to zespół ze Stadio Arechi zostanie wykluczony z ligi. Przejęcie przez fundusz powierniczy Ugo Marchettiego uznano za rozwiązanie tymczasowe. Ponadto FIGC przez całe to półrocze mogła powoływać zaufaną trzecią stronę w celu weryfikacji i kontroli funduszu powierniczego. Zabronione były jakiekolwiek relacje, transfery czy kontakty z rzymskim Lazio, a w szczególności z Claudio Lotito.

„Generał Ugo Marchetti został mianowany nowym wyłącznym dyrektorem US Salernitana 1919. Wszystkie dokumenty zostały przesłane do FIGC.” – tak prezentuje się fragment komunikatu prasowego klubu z okresu lata. „Granata” po całej sytuacji chciała bardziej ustabilizować swoją pozycję kadrową, która odbiegała od realiów Serie A. Ranieri, Delli Carri i Vergan – tak wyglądały trzy nowe, młode nabytki klubu, ale prawdziwa bomba miała dopiero wystrzelić. Frank Ribery zamienił Florencję na Salerno i został twarzą klubu praktycznie z miejsca. Podobno był temat sprowadzenia Davida Luiza, który był wtedy bez kontraktu, ale dyrektor sportowy Angelo Fabiani zaprzeczył tym doniesieniom. Co ciekawe w sprowadzeniu Francuza pomógł Davide Lippi, syn słynnego trenera, który wygrał z Włochami mistrzostwa świata w 2006 roku.

REKLAMA

Zespół w końcu mógł wybiec na boiska ligowe, i co nikogo specjalnie nie zaskoczyło są na samym dnie tabeli. Jednak nie można tego zrzucić tylko na dyspozycję sportową. Salernitana mocno ucierpiała w ostatnich miesiącach przez zarażenia kolejnych zawodników wiadomym wirusem.

Po czasie problem właścicielski wrócił. Zegar zaczął bić coraz mocniej. Do końca 31 grudnia miał zostać znaleziony nowy właściciel, a kibice z Salerno nie byli pewni czy w nowym roku ich klub będzie w Serie A. Dowiedzieli się dopiero chwilę po północy. Na kilka minut przed 1 stycznia wszystko stało się jasne. Danilo Iervolino, 43-letni biznesmen został nowym właścicielem. Jest założycielem i byłym prezesem Uniwersytetu Telematycznego Pegaso.

Teraz podobno ma być tylko lepiej i spokojniej w klubie. Mówi się o powrocie do Włoch Sebastiana Giovinco, o czym sam marzy nowy prezes Salernitany, choć póki co to bardziej plotki. Ciężko powiedzieć, czy się utrzymają, ale Genoa czy Cagliari nie odskakują wyraźnie patrząc na punkty i fakt, że „Granata” ma przełożone mecze, więc jest szansa na nawet nadgonienie rywali. Jeśli klub z Salerno się utrzyma, to z całą pewnością znajdzie swoich sympatyków między innymi przez to całe zamieszanie związane z właścicielem.

Autor tekstu: Krystian Kwiecień