Union Saint-Gilloise – fenomen belgijskiego klubu Kacpra Kozłowskiego

Zapewne każdy z nas choć raz chciał przeżyć historię rodem z Football Managera. Przejąć klub, zbudować jego potęgę od podstaw na własnych warunkach i wygrać mistrzostwo kraju. Właściciel Union SG, czyli nowego klubu Kacpra Kozłowskiego, jest na dobrej drodze, aby osiągnąć ten cel. Ale po kolei – co to jest za klub?

Trochę historii

Klub ten ma swoją siedzibę w gminie Sint-Gills położonej w regionie Brukseli. Założony został w 1897 roku i już rok później wystartował w rozgrywkach ligowych w Belgii. W 1904 zdobyli swoje pierwsze w historii mistrzostwo kraju, a po następnych 35 latach, w 1935, na swoim koncie mieli aż 11 tytułów mistrzowskich. Aby uwidocznić wagę tego osiągnięcia wystarczy wspomnieć, że tylko dwa kluby mają więcej tytułów na swoim koncie: Anderlecht (34) oraz Club Brugge (17). W międzyczasie dołożyli do swojej gabloty jeszcze dwa puchary Belgii.

Union_SG_titles
Gablota z tytułami Union SG | źródło: rusg.brussels

W przeciwieństwie do rozgrywek na krajowym podwórku – nie udało im się zaistnieć w Europie. Ich największym sukcesem był awans do półfinału Pucharu Miast Targowych w sezonie 59/60, gdy w dwumeczu pokonali faworyzowaną Romę 4-1. Od tego momentu klub ze stolicy Belgii zaliczał coraz większy spadek. Spadek tak wielki, że znaleźli się nawet na czwartym poziomie ligowym. Tułaczka „Les Unionistes” po niższych ligach trwała aż do końca minionego sezonu, gdy zostali mistrzem 2. Ligi Belgijskiej z przewagą aż 18 punktów nad wicemistrzem, jednak to nie awans do najwyższej klasy rozgrywkowej był momentem zwrotnym w ich najnowszej historii.



Aktualne czasy

21 maja 2018 roku – Tony Bloom, właściciel Brighton & Hove Albion, stał się posiadaczem większości udziałów klubu z Brukseli. Zastał klub w 3. Lidze, aby rok 2021 ukończyć na pierwszym miejscu Jupiler Pro League z przewagą 7 punktów nad zajmującym 2. miejsce Club Brugge. Strategia budowy klubu nie polega na wydawaniu wielkich sum pieniędzy na gwiazdy. Wręcz przeciwnie. Duża część zawodników to talenty wyciągnięte z innych szkółek piłkarskich lub piłkarze, którzy odbili się od innych klubów. Są również zawodnicy wypożyczeni z Brighton: Kaoru Mitoma oraz najnowszy nabytek „Mew” – Kacper Kozłowski. Tony Bloom gra w Football Managera w prawdziwym świecie, wyciąga zasłużony klub z niższych lig na salony rozwijając przy tym młodych, utalentowanych piłkarzy.

Brak wielkich gwiazd, czy też rozpoznawalnych nazwisk wcale nie oznacza, że klub nie chce walczyć o najwyższe cele. Takie ambicje pojawiły się wraz z nadejściem wspomnianego wcześniej nowego właściciela. Na początku ubiegłego roku Artur Kopyt, czyli drugi trener Unionu SG, w wywiadzie dla portalu Weszło powiedział o nim:

Duża historia, choć w ostatnich dziesięcioleciach tułali się po drugiej, trzeciej lidze. To trwało do 2018 roku. Wtedy klub został wykupiony przez Toniego Blooma, właściciela Brighton z Premier League. Zainwestowano duże pieniądze. Jest parcie na to, by nie tylko wrócić do Jupiler League, ale żeby w perspektywie paru lat grać w Europie.

Dodał również, że zespół znalazł się na dobrej drodze dzięki pracy pierwszego trenera, który zdążył sobie wyrobić renomę w Belgii:

Tony Bloom nie po to wchodził w ten klub, żeby nic z nim nie osiągać. Pierwszym trenerem jest Felice Mazzu, który sześć lat pracował w Charleroi, a ostatnio pracował w Genku. Prowadził ich sezon temu w Lidze Mistrzów, choćby w meczach z Liverpoolem. Ma dużą reputację w Belgii. Taki trener nie schodzi do drugiej ligi, jeśli nie ma tam dużych ambicji.

48 lat poza pierwszą ligą i nagłe przewodzenie reszcie stawki w belgijskiej ekstraklasie. Świetna historia, zwłaszcza dla klubu z tak bogatym dorobkiem.