Czy Legia Warszawa poradziłaby sobie w lidze japońskiej? [WYWIAD]

W ostatnim czasie niemałe kontrowersje wśród polskich kibiców wzbudził transfer Jakuba Świerczoka do ligi japońskiej. Wielu uważa ten kierunek za zły i mało ambitny. Czy tak naprawdę jest? Czy liga japońska jest słabsza od Ekstraklasy? W wywiadzie z Klemensem Przybyłem, założycielem strony na facebooku – Piłka nożna w Japonii, postaramy się odpowiedzieć na te pytania.



Na początku chciałbym się dowiedzieć co nieco o poziomie ligi japońskiej. Do jakiej ligi europejskiej byś ją porównał?
Trudno mi wskazać, ale mógłbym porównać do Jupiler Pro League czy Eredivisie. A nawet do angielskiej Premier League, ale tylko ze względu na zamieszanie w tabeli. Ta liga jest nie do przewidzenia.

Którą pozycję w lidze japońskiej mogłaby zająć Legia Warszawa? Czy biłaby się o mistrzostwo?
Raczej nie. Aktualny mistrz Polski na zakończenie sezonu mógłby znaleźć się w środku lub wyżej tabeli japońskiej ekstraklasy. Ale nie oszukujmy J.League jest zdecydowanie lepszą i wymagającą ligą niż Ekstraklasa.



Dobre wejście do ligi japońskiej zaliczył Jakub Świerczok. Jak odbierają go kibice, czy jest uznawany za gwiazdę klubu lub ligi?
Dokładnie tak, ale zobaczymy jak pójdzie mu dalej. Nad statusem gwiazdy klubu oraz ligi musi jeszcze dużo popracować. Fani tamtejszej ligi strasznie szybko polubili go. W meczu pomiędzy Nagoya Grampus i Shonan Bellmare kibice gospodarzy gorąco przywitali polskiego napastnika, unosząc do góry flagę Polski. To było coś fantastycznego. Z piłkarzami pochodzących m.in. z Brazylii, Korei Południowej czy krajów europejskich też mają podobnie. Japończycy są jednym z najfajniejszych narodów na świecie.

Pomijając trudności logistyczne, jak zapatrujesz się na transfer Jakuba Świerczoka? Uważasz ten ruch za krok w tył i przekreślenie szans na grę w reprezentacji?
Niestety  większość Polaków ma negatywne opinie na temat transferu Jakuba Świerczoka do Nagoya Grampus. To świadczy o tym, że wiele osób w ogóle nie ma pojęcia o J.League. Ja tak nie uważam, bo to jest świetne miejsce na rozwój każdego zawodnika. Z tej ligi wielu obcokrajowców wyjeżdża na zgrupowanie swojej reprezentacji – np. John Mary dzięki strzeleckiej formie w Avispa Fukuoka po raz pierwszy w karierze został wezwany przez trenera do seniorskiej drużyny narodowej Kamerunu. Więc takiego ruchu mógłby spróbować nasz selekcjoner Paulo Sousa. A jeśli nie, to trudno…

Natomiast w Europie, a dokładniej w Szkocji furorę robi Kyogo Furuhashi. Do Celtiku trafił w wieku 26 lat, dość późno.
Wiek w futbolu nie ma znaczenia. Najważniejsze, że nasz dzielny wojownik szybko przyzwyczaił się do gry na europejskim poziomie i niech trzyma ją tak jak najdłużej. On czuje się tam kompletnie jakby wciąż grał na boisku J.League.

Spodziewałeś się, że uda mu się tak znakomicie odnaleźć w nowej lidze? Jak radził sobie wcześniej w Japonii?
Osobiście mam zawsze pozytywne nastawienie, że japońscy piłkarze poradzą sobie w Europie po pierwszym wyjeździe z rodzinnej ligi. Ale takiego wejścia do nowego klubu to w ogóle się nie spodziewałem. Japończyk zaliczył naprawdę wspaniały początek w Celtiku i to znacznie lepiej niż jego poprzednicy Henrik Larsson czy Moussa Dembélé. W jego ojczyźnie radził sobie bardzo dobrze. Od pierwszego profesjonalnego meczu w barwach FC Gifu aż do momentu przeprowadzek do Szkocji cały czas  rozwijał swoje piłkarskie umiejętności. On jest bardzo ambitnym, sprytnym i szybkim zawodnikiem. Uwielbia dryblować czy strzelać gole. Nie tylko swoim talentem doprowadził do wyjazdu za granicę. Do transferu przyczyniło się również pobieranie cennych lekcji futbolu od Andrésa Iniesty w czasie gry w Visselu Kobe i 3-letniej obserwacji Ange Postecoglou, który oglądał go z ławki trenerskiej Yokohama F. Marinos. To on właśnie ściągnął tego Pana do klubu z biało-zielonej części Glasgow.

Jak odbierają go kibice? Czy głośno o nim w japońskich mediach?
Fani „The Bhoys” zakochali się w nim po zdobyciu fantastycznego hat-tricka w meczu z Dundee FC. Szkoci już mogą powoli przypominać sobie drugiego Shunsuke Nakamury. Na każdym spotkaniu domowym można już zobaczyć machającą flagę Japonii przez wiernego kibica. A inni przychodzą w koszulce z napisem Kyogo. W mediach społecznościowych dużo piszą o nim po każdym występie. Nieważne czy zagrał dobrze czy zagrał źle. Warto wspominać, że Celtic FC po zakontraktowaniu napastnika założyli sobie klubowe konto w języku japońskim na Twitterze by ich rodacy mogli na bieżąco obserwować go i dzięki temu marketing poszedł w górę.

Wskazałbyś więcej takich perełek z ligi japońskiej, które niebawem mogą pokazać się na europejskiej scenie?
Jest ich wielu, którzy nadal pracują nad transferem do Europy. Wymienię kilku japońskich zawodników, którzy są gotowi na opuszczenie ojczyzny: Kosei Tani (Shonan Bellmare), Ryuho Kikuchi (Vissel Kobe), Reo Hatate (Kawasaki Frontale), Tatsuhiro Sakamoto (Cerezo Osaka) oraz Yuki Soma (Nagoya Grampus). A Daizen Maeda z Yokohama F. Marinos po raz drugi może wyruszyć na podbój Starego Kontynentu, gdzie szybko odzyskał swoją dawną formę po nieudanym pobycie w portugalskim C.S. Marítimo. Ostatnio chłopak strzela gola za golem.

W historii Ekstraklasy występowało 9 Japończyków, niektórzy z sukcesami. Nawiązując do objawienia Kyogo Furuhashiego, czy uważasz, że polskie kluby powinny penetrować rynek japoński?
Uważam, że tak. Kluby z Ekstraklasy powinny wysyłać swoich skautów do Japonii by obserwować zawodników. W J1, J2, J3 czy nawet w lidze uniwersyteckiej można znaleźć mnóstwo perełek, które można pozyskać za niewielkie sumy. W trakcie zimowego okna transferowego Górnik Zabrze była zainteresowana ściągnięciem Taichiego Hary z FC Tokyo. Ostatecznie napastnik trafił do NK Istra 1961 – teraz już jest w kolonii japońskiej w STVV.

Czy w ogóle polskie kluby stać na lepszych zawodników z ligi japońskiej?
Oczywiście, że mają pieniądze na zakontraktowanie jakiegoś Japończyka. Biznes u japońskich drużyn jest na tyle śmieszny, że pozwalają sobie oddać utalentowanego zawodnika klubom z Europy za kilka groszy lub nawet za darmo. Ale wiem z tego, że polskie kluby teraz rzadko przeglądają piłkarzy z Kraju Kwitnącej Wiśni na rynku transferowym. Ekstraklasa to również świetny przystanek walecznych Samurajów na przygotowanie się do gry w mocnej lidze na tym kontynencie. Taką drogę zrobił Ryota Morioka, który przez kilka sezonów błyszczał w koszulce Śląska Wrocław i później przeprowadził do Belgii. W dodatku dostał powołanie do reprezentacji przed MŚ w Rosji. Do dzisiaj nasz Ekstraklasowicz czuje się tam doskonale i stał się piłkarskim ambasadorem swojego kraju w Jupiler Pro League.

W ostatnich latach w lidze japońskiej pojawiło się kilka gwiazd, takich jak Andrésa Iniesta, czy Lukas Podolski. Wiadomo, że to również ruchy marketingowe. Jaka jest popularność piłki w Japonii? Czy takie postacie potrafią zapełnić stadiony?
Piłka nożna jest trzecim najpopularniejszym sportem w Japonii po Sumo oraz Baseballu. Zanim światowe gwiazdy futbolu przyleciały na wyspę, stadion był normalnie wypełniony aż po brzegi. Może nie na każdym meczu ligi japońskiej. Na ten moment nie wszyscy fani mogą wejść na stadion ze względu na pandemię Koronawirusa. A gdy gwiazdy już zjawiały się na japońskiej trawie, to gwałtownie wzrosła liczba widzów na trybunach i przede wszystkim fanów z różnych zakątków świata. Warto oglądać tą ligę. Oni naprawdę grają w piękny futbol. Gdyby nie Yoichi Takahashi stworzył bajkę o Kapitanie Tsubasy dla milionów Japończyków, to pewnie jakość tej dyscypliny dziś byłaby znacznie uboższa. Kto wie?

Na koniec chciałbym zapytać o reprezentację. Japonia posiada wielu solidnych oraz perspektywicznych piłkarzy, grających w europejskich klubach. Czy Twoim zdaniem ta generacja na Mistrzostwach Świata w Katarze ma szansę na coś więcej niż 1/8 finału?
Te pytania musimy odłożyć na później, gdy Japonia zakwalifikuje się na MŚ. Niestety podopieczni Hajime Moriyasu mają za sobą dwa średnie spotkanie w finałowej rundzie eliminacyjnej. W tym wpadka z Omanem w Osace…

Autor: Jakub Boroń
Rozmówca: Klemens Przybył – Piłka nożna w Japonii

Kuba

Piłkarski pasjonat, fan Realu Madryt i sympatyk ligi włoskiej. Założyciel portalu magiapilki.pl.Kontakt: jakub.boron27@gmail.com