Najgorsza drużyna Europy. „Wasza Wysokość” i inne problemy Almerii

Gdy Real Madryt wygrywał ostatnie mistrzostwo kraju, zespół pod wodzą Rubiego po raz pierwszy w historii klubu wygrał drugą ligę. Co prawda tuż za plecami był Real Valladolid, który miał tyle samo punktów, a trzeci Eibar tylko oczko mniej, ale i tak warto docenić tamten rozwój. Tym bardziej gdy widzimy jak teraz ekipa z Power Horse Stadium podupadła.

REKLAMA

Rubi pracował w Almerii ponad dwa lata, gdzie poza awansem do La Liga udało mu się utrzymać zespół. W ostatniej kolejce zremisowali w stolicy Katalonii z Espanyolem, dzięki czemu to rywal, a nie oni, pożegnał się z najwyższą klasą rozgrywkową. Jednak wraz z końcem czerwca, podjęto decyzję, że trener z najdłuższym stażem w klubie od czasów Unaia Emery’ego zostaje zwolniony. Od tamtej pory rozpoczął się chaos, który musi zakończyć się powrotem do Segunda Division. W trwającym właśnie sezonie w Almerii pracuje właśnie trzeci szkoleniowiec.

Gaizka Garitano ma doświadczenie w klubach o różnej presji. Przede wszystkim kojarzony jest z Eibar, choć także ma dłuższe okresy pracy w Athleticu Bilbao. Teraz za zadanie ma utrzymanie ekipy, która od maja zeszłego roku nie wygrała meczu. Pomału zaczyna punktować, ale są to tylko remisy, w dodatku jedynie na własnym obiekcie. Almeria ma najgorszą defensywę w La Liga od spadkowego Las Palmas z sezonu 2017/18. W zespole jest kilku zawodników kreatywnych, solidnych, którzy odnaleźliby się w zdecydowanie lepszych klubach. Sergio Arribas, Lucas Robertone, czy Kolumbijczyk Luis Suarez potrafią zrobić coś niekonwencjonalnego. Zespół strzelił tyle samo goli co jedna z sensacji sezonu, czyli wspomniane Las Palmas. W ofensywie mają ilość bramek oczekiwanych na poziomie dwunastej drużyny ligi. To więcej niż Sevilla, czy Valencia, a na podobnym pułapie co zachwycający Real Sociedad.

Głównym problem wydaje się być defensywa. Tylko Sheffield i Darmstadt straciły więcej goli na ten moment z zespołów grających w najlepszych pięciu ligach. Oczywiście powinni częściej pokonywać bramkarzy rywali, ale w gruncie rzeczy gdyby te remisy zdarzały się częściej od początku sezonu, to być może Almeria miałaby lepsze perspektywy walki o utrzymanie. Na ten moment w styczniu mają zdobytych sześć punktów (!). Co około siedem strzałów w kierunku bramki Almerii ląduje w bramce. Teoretycznie powinni stracić o około trzy gole mniej, niż stracili (43 gole stracone, 40.66 goli straconych oczekiwanych).

Dużym kamyczkiem w ogródku zespołu z Andaluzji wydaje się być polityka prowadzenia klubu Turkiego Al-Sheikha. Gdy drużyna grała jeszcze w drugiej lidze, wydawało się, że możemy mieć do czynienia z nieoczywistym, ciekawym projektem na południu Hiszpanii. Właściciel Almerii wykupił klub za jedyne 20 milionów euro. Jest onsaudyjskim doradcą na dworze królewskim i szefem Generalnego Urzędu ds. Rozrywki. Można więc zarzucić mu wiele, ale sporo rozrywki to on kibicom jego klubu dostarcza. Według El Confidencial niektórym pracownikom rozdano po 5 tysięcy euro w kopertach tylko po to, by zwracali się do niego per „Wasza wysokość”. Ciężko budować solidną drużynę przy ciągłych zmianach szkoleniowców, co poza kadencją Rubiego jest nawykiem saudyjskiego właściciela. Być może mylne było również podejście w budowie drużyny. Tylko Valencia ma młodszą kadrę. Wydaje się, że brakuje kilku zawodników, którzy są po prostu wyjadaczami ligi, wiedzącymi, jak obronić się przed spadkiem.

Almeria ma najlepszy budżet w historii. Potrafi sprzedać zawodnika z zyskiem jak Darwina Nuneza do Benfici, czy Bilala Toure do Atalanty. Problem w tym, że nie są jak na razie klubem budowanym rozsądnie. Poza pomysłem na inwestycje, to tak naprawdę nic tam nie jest takie, jak powinno. Ich spadek wydaje się być kwestią czasu.

Autor tekstu: Krystian Kwiecień

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments